Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Aktualności
ARNE SENSTAD: NAJLEPSZA DRUŻYNA NIE ZAWSZE ZŁOŻONA JEST Z NAJLEPSZYCH ZAWODNICZEK2023-11-23 23:42:00

“Jesteśmy lepszym zespołem niż cztery lata temu” – zapewnia selekcjoner reprezentacji Polski kobiet Arne Senstad przed startem Mistrzostw Świata w Piłce Ręcznej Kobiet 2023. 


Norweg Arne Senstad pracę w roli selekcjonera reprezentacji Polski kobiet rozpoczął w sierpniu 2019 roku. Od tego momentu poprowadził Biało-Czerwone w 40 spotkaniach, notując w nich bilans 21 zwycięstw, 3 remisów i 16 porażek. 30 listopada 2023 roku Polki rozpoczną udział w XXVI Mistrzostwach Świata w Piłce Ręcznej Kobiet. Dla selekcjonera Senstada będzie to druga podobna impreza w roli trenera reprezentacji Polski. Dwa lata temu Biało-Czerwone pod wodzą Norwega zajęły 15. miejsce.


Maciej Szarek, Związek Piłki Ręcznej w Polsce: Jak zmieniła się reprezentacja Polski po przeszło czterech latach kadencji Arne Senstada w roli selekcjonera?


Arne Senstad: Zdecydowanie mogę powiedzieć, że drużyna podniosła poziom gry, a ja sam rozwinąłem się jako trener. Przede wszystkim, lepiej poznałem polską kulturę, dzięki czemu potrafię radzić sobie z wynikającymi z niej różnicami. Obejmując reprezentację Polski, chciałem wprowadzić do niej nową myśl szkoleniową i zmienić pewne rzeczy w jej funkcjonowaniu. Ten proces wciąż trwa, ale już udało nam się zrobić wiele dobrego.


- W połowie roku Związek Piłki Ręcznej w Polsce udzielił mi pozwolenia na podjęcie pracy w klubie Larvik HK. To dla mnie nowa sytuacja, gdy rolę selekcjonera mogę łączyć z pracą w charakterze trenera klubowego i myślę, że jest to bardzo pozytywna wiadomość, ponieważ teraz mam okazję prowadzić treningi codziennie i pozostawać w rytmie szkoleniowym. Co więcej, w Norwegii swój zespół prowadzę w bardzo podobny sposób, dlatego mogę uczyć się z sukcesów i porażek w Larvik, a doświadczenie zgromadzone w Norwegii przełożyć potem na kadrę.


- Przy okazji ogłoszenia każdych kolejnych powołań wciąż powraca jedno pytanie: dlaczego w reprezentacji Polski kobiet od przeszło dwóch lat nie występuje Karolina Kudłacz-Gloc, wieloletnia liderka Biało-Czerwonych? Podczas towarzyskich spotkań w Elblągu kibice skandowali jej nazwisko, poniekąd domagając się wyjaśnień.

- Karolina Kudłacz-Gloc od zawsze była dla mnie fantastyczną zawodniczką i wciąż taką pozostaje. To także świetna osoba, o której nie mogę powiedzieć złego słowa. Decyzja o niepowołaniu jej do reprezentacji Polski ani nie jest uwarunkowana jej poziomem sportowym, który jest na najwyższym poziomie, ani jej wiekiem, bo wiem, że takie zarzuty także się pojawiły. Jeśli jesteś wystarczająco dobra i pasujesz do zespołu, wiek nie ma znaczenia.

Sprawy skomplikowały się dwa lata temu. Wszyscy czuliśmy, że w reprezentacji nie dzieje się dobrze. Rozwój drużyny spowolnił, a nasza gra nie wyglądała najlepiej. W gronie sztabu szkoleniowego i przy pomocy trenera mentalnego rozmawialiśmy z Karoliną, jedną z liderek zespołu, na temat przyczyn. To był proces. Następnie podjęliśmy decyzję, że chcielibyśmy spróbować kontynuować bez niej.


- Jakie były powody takiej decyzji?

- Naszym prawdziwym celem jest zbudowanie najlepszego możliwego zespołu. Wcale nie oznacza to jednak, że najlepsza drużyna zawsze powstaje ze zbioru najlepszych zawodniczek. W tym celu musimy zebrać odpowiednią grupę i stworzyć optymalne warunki, by każda z nich rozwijała się i podnosiła poziom całej reprezentacji.

Wcześniej w zespole panowała większa hierarchia. Być może wynikała ona z uwarunkowań kulturowych. Starsze zawodniczki i hierarchiczny model funkcjonowania drużyny sprawiały, że młodsze dziewczyny nie mogły rozwijać się wystarczająco szybko. Zdiagnozowaliśmy, że sposobem na poprawę sytuacji będzie zaangażowanie większej grupy zawodniczek w życie drużyny. Brak Karoliny okazał się szansą dla pozostałych zawodniczek, by szybciej się rozwijać. Nie mówię, że była to wina Karoliny, ale po jej odejściu w pozostałych dziewczynach uwolniły się nowe siły.


- Karolina Kudłacz-Gloc to jedna z najlepszych strzelczyń Ligi Mistrzyń i zawodniczka czołowej drużyny w Bundeslidze. Zrezygnowanie z jej usług wydaje się dużym ryzykiem.

- Oczywiście, zrezygnowanie z być może największej gwiazdy w zespole było dużym ryzykiem, ale wiem, że mamy więcej dobrych zawodniczek. To nie była decyzja personalna. Bardzo kibicuję Karolinie w Lidze Mistrzyń i podziwiam, jak dobrze jej idzie. Karolinę poznałem jeszcze zanim objąłem rolę selekcjonera reprezentacji Polski i zawsze utrzymywaliśmy bardzo dobre relacje.

Dlatego tym bardziej była to dla mnie bardzo trudna decyzja, której nie podjąłem także samodzielnie, choć zdaję sobię sprawę, że jestem trenerem głównym i cała odpowiedzialność oraz krytyka spoczywa teraz na mnie.

Będąc trenerem, czasem musisz podejmować trudne decyzje. Niekiedy oznacza to postawienie na kogoś nieoczywistego, a czasem zrezygnowanie z kogoś dotąd kluczowego. Rozumiem, że moja decyzja może być trudna do zrozumienia z zewnątrz, ale zapewniam, że została podjęta dla dobra drużyny.

Naszą siłą musi być zgrany zespół. Jeśli poczułbyś obecną atmosferę w naszej drużynie, zrozumiałbyś, że wykonaliśmy ostatnio dobrą pracę. Zmieniła się dynamika, więcej zawodniczek zaangażowało się w proces budowy zespołu i wzięło na siebie większą odpowiedzialność, co jest dla nas bardzo istotne. Uważam, że po tej decyzji staliśmy się silniejsi.


- Co w praktyce oznacza większe zaangażowanie zawodniczek w życie drużyny? Po raz kolejny powtarza pan to zdanie w trakcie rozmowy.

- Nie chcemy być zbiorem gwiazd, ale świetnym zespołem, który stanowi jedność. W tym celu, na przykład, regularnie organizujemy sesje z trenerem przygotowania mentalnego, podczas których zawodniczki mogą podzielić się swoimi przemyśleniami na temat funkcjonowania drużyny. Musimy pamiętać, że wiele spośród naszych dziewczyn nie jest przyzwyczajonych na co dzień do gry na poziomie mistrzostw świata, a nasza drużyna startuje do turnieju w roli “outsidera”. Dużo czasu poświęcamy więc na to, by zbudować w zawodniczkach pewność siebie i wypracować odpowiednie nastawienie.


- Wróćmy do mistrzowskich przygotowań. Przed wylotem do Danii zmierzycie się towarzysko z Islandią, Angolą i Norwegią. Pierwszy mecz w ramach turnieju Posten Cup w Norwegii odbędzie się w czwartek 23 listopada. Nad czym będziecie jeszcze pracować?

- Te spotkania będą dla nas bardzo ważne. Będziemy chcieli wypróbować wiele rozwiązań. Trenerzy przed mistrzostwami często kombinują nawet za dużo, ale jeśli chcemy wypaść dobrze, musimy przygotować coś ekstra. Dalej będziemy mocno pracować nad defensywą, być może w innych ustawieniach personalnych i taktycznych. W ataku spróbujemy gry 7 na 6, która może okazać się przydatna w spotkaniach z mocniejszymi rywalami. Wciąż musimy szukać swoich przewag, żeby na mistrzostwach zaskoczyć przeciwników.


- Czyli kolejno Iran, Japonię i Niemcy.

- Myślę, że nie będzie odebrane w złym tonie, jeśli powiem, że gdybyśmy trafili do innych grup, mielibyśmy zdecydowanie większe szanse na awans do strefy pucharowej. W fazie zasadniczej najprawdopodobniej czekają nas dodatkowo Dania, Rumunia i Serbia. To bardzo wymagający rywale. Musimy wierzyć w swoje umiejętności.


- Przyjrzyjmy się lepiej trzem pierwszym rywalom. Iran to dobry przeciwnik na start?

- O drużynie z Iranu nie wiemy zbyt wiele. Jakiś czas temu widziałem jej mecz z Norwegią i pamiętam, że irańska bramkarka rozegrała wówczas mecz życia, ale Iran i tak wysoko przegrał. Przeciwniczki pochodzą z zupełnie innego kręgu kulturowego w kwestii piłki ręcznej. Nie ma wątpliwości, że jest to przeciwnik, którego mamy obowiązek pokonać. A czy to dobry rywal na start? Zależy. Mając na uwadze, że z fazy grupowej do rundy głównej awansują po trzy zespoły, pierwsza wygrana najprawdopodobniej zapewni nam już promocję, więc mentalnie może być nam tylko łatwiej.


- W drugim meczu Japonki nie zabiegają was do upadłego?

- Japonia to prawdopodobnie najlepsza obecnie drużyna w Azji, która pokonała niedawno Koreę Południową (29:19 w październiku 2023 roku – red.). Czeka nas bardzo trudny, ale też bardzo interesujący mecz. Japonki znowu grają zupełnie inną piłkę ręczną, opartą na szybkości i mobilności. Dlatego miałem dużą nadzieję, że w trakcie towarzyskiego turnieju w Norwegii spotkamy się właśnie z Koreą, co niestety nie dojdzie do skutku. Musimy dobrze przygotować się do meczu z Japonią, obejrzeć wiele materiałów wideo. Z perspektywy całego turnieju, to może być jedno z kluczowych spotkań, bo wywalczone punkty w fazie grupowej zabierzemy ze sobą do fazy zasadniczej.


- Niemki to faworytki w grupie?

- Wydaje się, że tak, choć w ostatnich spotkaniach przeciwko Niemkom pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony, mimo minimalnych porażek (30:32 w marcu 2023 roku; 23:25 w listopadzie 2022 roku – red.). To pokazuje, że umiemy z nimi grać. Faworytem będą jednak rywalki, które będą jeszcze mocniejsze niż dotychczas. Większość z nich gra w bardzo silnych klubach i na bardzo wysokim poziomie.


- Czy dodatkową motywacją w tym meczu będzie dla was kontrowersyjna sytuacja sprzed roku, gdy w meczu pomiędzy Niemkami a Hiszpankami padł wynik eliminujący Biało-Czerwone z dalszego udziału w EHF EURO 2022?

- Szczerze? Już mnie to nie obchodzi. Pamiętam, że była to dla nas bardzo trudna sytuacja, która nie powinna się wydarzyć, ale co mogliśmy na nią poradzić? Przeżyłem wystarczająco wiele lat, by wiedzieć, że w życiu warto przejmować się tylko sprawami, na które ma się wpływ. Sytuację sprzed roku uważam za zamkniętą historię. Teraz czeka nas nowe rozdanie. Jeśli któraś z naszych zawodniczek potraktuje jednak przeszłość jako dodatkową motywację, w porządku!


- Przed rozpoczęciem turnieju macie zdefiniowany cel?

- Doskonale wiem, że pracując w kraju o takich tradycjach w piłce ręcznej, jak Polska, ambicje zawsze są duże, a wyniki mają znaczenie. W ostatnich latach przede wszystkim skupiałem się na procesie związanym z rozwojem drużyny, rezultaty nie zawsze były dla mnie najistotniejsze. Oczywiście, podczas każdych mistrzostw chcieliśmy zaprezentować się jak najlepiej, ale drużyna była w trakcie budowy. Podczas zbliżających się mistrzostw powinniśmy pokazać najlepszą jak dotąd piłkę ręczną. Kontuzje i niekorzystne losowanie są pewnymi przeszkodami, ale będziemy walczyć ze wszystkich sił.


- Po objęciu posady selekcjonera mówił pan, że długofalowym celem dla reprezentacji Polski jest udział w Igrzyskach Olimpijskich 2024 w Paryżu. By zachować szanse na kwalifikację, Biało-Czerwone musiałyby na mistrzostwach świata dotrzeć co najmniej do ćwierćfinału.

- Oczywiście, że myśli się czasem o Paryżu. Jedną sprawą jest jednak, że możemy marzyć o awansie i mieć na niego nadzieję, a drugą, że musimy być realistami. Wrócę do tematu losowania, bo niestety jest on tutaj kluczowy. Do ćwierćfinału awansują tylko dwie drużyny spośród Danii, Rumunii, Niemiec, Serbii, Japonii i Polski. To pokazuje skalę trudności zadania, jakie stoi przed nami. Gdybyśmy trafili do Grup A, B lub G, H, byłbym o wiele bardziej optymistyczny. Do tej pory nie pokazaliśmy wyników, które mogłyby dawać nam nadzieję na ćwierćfinał, ale wierzymy w zespół i mamy ambicje, by osiągać dobre rezultaty. Mam jednak nadzieję, że każdy rozumie sytuację, w której jesteśmy.


- Kto wygra Mistrzostwa Świata w Piłce Ręcznej Kobiet 2023?

- Zapytałeś niewłaściwą osobę. Jestem najgorszym hazardzistą na świecie i nigdy nie zgaduję! Gdybym jednak musiał postawić na którąś z drużyn, wybrałbym Norwegię. Mocne będą także Dunki czy Francuzki, ale nawet biorąc pod uwagę moją narodowość, nie mogę postawić inaczej (śmiech)!


- Co pan zrobi, gdy skończą się mistrzostwa?

- Zawsze pracowałem bardzo dużo. W Polsce nigdy nie zamieszkałem na stałe, dlatego między zgrupowaniami kontynuowałem pracę w szkole jako nauczyciel wychowania fizycznego, matematyki oraz zajmowałem się pedagogiką specjalną i doradztwem w zakresie pedagogiki społecznej dla nastolatków. Mówię w czasie przeszłym, bo w tym roku po raz pierwszy poświęcam się w pełni piłce ręcznej. Podejmując pracę w klubie z Larvik, odszedłem ze szkoły po 25 latach. Ze znajomymi żartuję, że teraz mam tylko dwie posady! Priorytetem jest jednak praca z reprezentacją Polski. Zawsze bardzo czekam na kolejne zgrupowania.


- Po cichu liczyłem na nieco bardziej zwariowaną odpowiedź!

- Chyba jestem po prostu nudny (śmiech)! Moje życie to piłka ręczna i rodzina. Kiedy nie pracuję w Polsce, wracam do klubu w Norwegii. Wychowałem dwójkę dzieci wraz z moją byłą żoną. Córka pracuje jako prawnik w Oslo, syn w tym samym mieście kończy studia ekonomiczne. Oboje są już dorośli, więc doskonale radzą sobie sami. Z obecną partnerką mam dwóch młodszych synów w wieku 9 i 6 lat. Budujemy nowy dom w Sandefjord, na co poświęcam dużo czasu. Najbardziej cenię sobie właśnie chwile spędzone z rodziną. Synów próbuję zachęcić do różnych sportów. Czy to do piłki nożnej, czy piłki ręcznej. Lubię stanąć w kuchni i ugotować coś dobrego. Może nie jestem szefem kuchni, ale umiem zrobić naprawdę dobrego steka! Kiedy przyjeżdżam do Polski, uwielbiam jeść zupy. Chciałem też zacząć grać w golfa, ale w tym roku udało mi się wybrać na niego… raz. Bycie trenerem to zdecydowanie moja największa pasja.


zprp.pl


cetniewo fot. pawel bejnarowicz-54 (1).jpg


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty