Limanovia zasłużenie wygrała w Wolbromiu i zaprezentowała formę, która daje nadzieję na wygranie III-ligowej rywalizacji.
Przebój Wolbrom - Limanovia Szubryt 0-3 (0-1)
0-1 Gadzina 22
0-2 Dziadzio 55
0-3 Cebula 90, karny
Sędziowali: Damian Gawęcki oraz Tomasz Żołądek i Maksym Stelmaszczyk (Kielce). Żółte kartki: Zgoda, Jarosz, Ochman - Basta, Dziadzio, Serafin. Czerwona kartka: Zgoda (Przebój, 41, druga żółta). Widzów 400.
PRZEBÓJ: Palczewski - Wdowik, Kiczyński, Ochman, Zgoda, Majcherczyk, Duda (84 Mielec), Jarosz, Wsół (46 Kok), Pazurkiewicz (66 Pindiur), Kiwacki (62 Mazela).
LIMANOVIA: Sotnicki - Ślęczka, Kulewicz, Garzeł, Serafin, Cebula, Skiba (80 Kostek), Zawadzki (70 Pietras), Basta, Dziadzio (77 Kępa), Gadzina (64 Mężyk).
Jedynie przez pierwszy kwadrans meczu Przebój był równorzędnym rywalem Limanovii. Pierwsze groźne akcje meczu należały do miejscowych.
W 7. min w sytuacji sam na sam ze Sotnickim znalazł się Jarosz, jednak jego strzał oraz trzy kolejne dobitki nie znalazły drogi do siatki. Na tym w zasadzie zakończyły się aktywa gospodarzy, bowiem goście z Limanowej z minuty na minutę przejmowali inicjatywę i stwarzali sobie kolejne groźne sytuacje pod bramką Palczewskiego. Największa różnica na korzyść gości uwidoczniła się w środkowej strefie boiska, gdzie niepodzielnie rządzili: Cebula, Skiba, Zawadzki, Basta i Dziadzio.
Pierwszego gola meczu strzelił Gadzina, kończąc składną akcję limanowian rozpoczętą na lewej flance. Druga bramka, najpiękniejsza, była dziełem Dziadzia, który przelobował Palczewskiego. Trzecią z rzutu karnego zdobył Cebula. Ale, mimo trzech wpuszczonych goli, najlepszym zawodnikiem miejscowych był Palczewski, który kilkakrotnie uchronił Przebój od wyższej porażki.
Limanovia wygrała w Wolbromiu i zaprezentowała formę, która daje nadzieję na wygranie III-ligowej rywalizacji. Przebój nie był w stanie nawiązać równorzędnej walki z rutynowanym rywalem i przegrał zasłużenie. Kibiców miejscowych zdziwiło „nowatorskie” zestawienie drużyny Przeboju. Eksperyment - co tu dużo mówić - nie wypalił. Wynik mówi sam za siebie.
JERZY NAGAWIECKI