W czwartkowy wieczór Chicago Bulls rozgromiło Atlantę Hawks 93-83, kończąc półfinałową serię Konferencji Wschodniej przystanie 4-2. „Byki” powalczą o pierwszy ligowy finał od 1998 roku, kiedy z udziałem Michaela Jordana sięgały po mistrzostwo.
„MJ” zyskuje godnych następców. Ci za sprawą swojej wszechstronności zdominowali mecz numer sześć przeciwko Atlancie. – Wszystko zaczęło się od obrony. To dla nas naprawdę wielka sprawa, że zaszliśmy tak daleko – komentował Derrick Rose. Na jego koncie znalazło się 19 punktów i aż 12 asyst. Dzięki temu klasyfikowany jest wśród najlepszych podających w playoff.
Podwójną zdobyczą popisał się Carlos Boozer (23 punkty i 10 zbiórek). Doświadczony skrzydłowy mający za sobą występy w amerykańskiej reprezentacji odżył w decydującej fazie sezonu. Wkład w wygraną mieli również rezerwowi, którzy łącznie dodali 27 punktów. – Trudno było się skupić na jednym zawodniku. Chcieliśmy zneutralizować Boozera, ale on grał swój najlepszy mecz w tej serii. Do tego było Rose, a kiedy do niego doskakiwaliśmy, pojawiał się ktoś inny – opisywał bezradność Joe Johnson.
To nie był dzień „Jastrzębi”. Wykorzystały zaledwie 27-74 rzutów z gry i zdecydowanie gorzej spisywały się jako kolektyw. Zakończone już dla nich rozgrywki mogą jednak zostać ocenione pozytywnie, bowiem zespół był spisywany na straty w ćwierćfinałowej batalii z Orlando Magic.
rb