Bronowianka Kraków - Sokół Kocmyrzów 0-1 (0-1)
0-1 Zawrzykraj 27
0-1 Zawrzykraj 27
Sędziowali Magdalena Syta oraz Paweł Kostkiewicz i Rafał Gruszecki. Żółte kartki: Bogusz, Gilski - Dominik, Hałat, Smyrak. Widzów 100.
BRONOWIANKA: Socharczenko - Florek, Bogusz, Gilski, Kowalczyk - Osowski (40 Jóźwik), Małodobry, Pietuchow (73 Hajduk), Augustyn ((82 Socha) - Ałłachwerdijew - Gzyl.
SOKÓŁ: Szczałba - Piątek, P. Kopyść, Dominik, Sado (46 D. Kopyść) - Hałat, Wąs, Pacanowski, Ziętara - Smyrak (88 Kuchta), Zawrzykraj.
Dla obu zespołów to był mecz z kategorii o życie. Sokół w razie porażki już musiałby się godzić ze spadkiem, Bronowiankę przegrana kosztowała pozostanie w rejonach poważnie zagrożonych degradacją. Zrealizował się drugi wariant. Sokół zasłużenie, a patrząc na bramkowy dorobek, nawet zbyt skromnie wygrał w Bronowicach. Mieli goście jeszcze cztery 100-procentowe sytuacje, w których mogli pokarać rywala za fatalne błędy w defensywie.
Bronowianka, w której przynajmniej jedna trzecia wyjściowego składu miała wybitnie kiepski dzień, nie zagroziła poważnie bramce Szczałby. Trener Arkadiusz Kubik zdecydował się zmienić zwycięski skład z ostatniej potyczki z Clepardią, przywracając do jedenastki kartkowiczów sprzed tygodnia, a tym pauza raczej zaszkodziła...
Każdy rywal Sokoła ma dwa podstawowe zadania - nie dawać kocmyrzowianom okazji do kontr i przypilnować zawsze groźnego Pawła Zawrzykraja. Dokładnie tych dwóch zadań nie udało się Bronowiance wypełnić. Sokół grał na jej boisku jak chciał, a z więc z kontry, a Zawrzykraj zdołał uciec przeciwnikom i zdobyć jedyną bramkę spotkania. W 27 min z 18 metrów przelobował bramkarza, a ostrzeżenie dał już gospodarzom dwie minuty wcześniej, gdy dostał prostopadłą piłkę i urwał się obrońcom, po czym uderzył w słupek.
W 37 min Bronowiankę jeszcze raz ratował słupek - po rogu Smyrak przejął piłkę, miał czas się z nią obrócić w polu karnym i strzelić właśnie w słupek. Bronowianka nie porażała ofensywnymi pomysłami. Na początku próbował strzałów Osowski, ale w 40 min, akurat on został zmieniony, choć wydawało się, że to nie po tej stronie boiska gospodarze mają kłopoty. W 40 min w polu karnym powalczył o piłkę Małodobry i strzelał po ziemi, ale bramkarz Sokoła nie miał problemów z obroną.
Lekko cofnięty Sokół dobrze radził sobie po przerwie z rozbijaniem mozolnie budowanych akcji rywali. Tylko jedna była naprawdę godna pochwał - w 82 min sprawnie rozegrana piłka trafiła do Hajduka, który z 16 metrów uderzył nad poprzeczkę. Niecelne były też próby Gilskiego z wolnego i Małodobrego głową, po rzucie wolnym Kowalczyka.
Tymczasem każde wyjście Sokoła z kontrą pachniało golem. W 76 min Zawrzykraj po prostopadłym podaniu Smyraka wyszedł sam na Socharczenkę, ten nie wiedzieć jakim sposobem wyłskał mu piłkę spod nóg. W 88 min Zawrzykraj wypuścił dobrym podaniem Ziętarę, ten już minął Socharczenkę, ale na linii lotu piłki uderzonej w kierunku bramki znalazł się powracający z asekracją Socha i to w niego trafiła futbolówka, zamiast do siatki.
Goście utrzymali wygraną do końca, co czyni końcówkę sezonu i walkę o utrzymanie nader interesującą. A to głównie dlatego, że odbędą się jeszcze bezpośrednie mecze drużyn żywo utrzymaniem zainteresowanych: Sokół - Zelków, Wieczysta - Bronowianka i Zelków - Bronowianka.
ST