Clepardia Kraków - Jutrzenka Giebułtów 1-0 (0-0)
1-0 Michalski 65
Sędziowali Jarosław Kuźniar oraz Artur Śliwa i Radosław Wilk. Żółte kartki: Gumula - Kowalczyk, Figiel, Powroźnik, Wołczyk.
CLEPARDIA: Cieślik - Rębisz, Wójcik, Turek, Gumula - Bosak, Wach, Wojniak (88 Miczek), Moszumański (73 Kwiecień), Kuczaj (63 Brandys), Michalski (81 Folwarski).
JUTRZENKA: Krzoska - Dziuba, Gurbiel (71 Sobótka), Ziółko, Kroczek, Stolarz, Figiel (62 Skóra), Litewka, Powroźnik, Kowalczyk (62 Krzywda), Wołczyk.
Przez pierwszych 20 minut przewagę miała Jutrzenka, ale nie zdołała przeprowadzić akcji bramkowej. - Moi podopieczni chyba wystraszyli się nazwisk w zespole rywala... - skomentował Krzysztof Krok, trener Clepardii. - Jutrzenka zagrażała nam w tym pierwszym fragmencie, jak i w całym meczu głównie strzałami z dystansu, z odległości od 16 do 25 metrów. Wszystkie były jednak oddawane prosto w naszego bramkarza Cieślika - dodał.
W dalszej części I połowy gra się wyrównała, a tuż przed zejściem do szatni szansę mieli gospodarze. Po wrzutce piłka została wybita przez obronę, nastąpiła kolejna wrzutka, powstała kotłowanina pod bramką Jutrzenki, strzelali Michalski i Kuczaj. - Po ostatnim strzale piłka odbiła się od słupka, a następnie, zdaniem tych, którzy byli blisko tej sytuacji, przekroczyła linię bramkową i wyszła w pole. Sędzia jednak nie przyznał nam gola - powiedział trener Krok.
Po przerwie mecz był wyrównany, szybki, oba zespoły stwarzały sobie okazje, ale tych naprawdę groźnych więcej miała Clepardia. Na początku II połowy w sytuacji "sam na sam" znalazł się Michalski, Krzoska rzucił mu się pod nogi, napastnik krakowian próbował go pokonać podcinką, ale bramkarz gości wyciągniętą ręką obronił strzał. W 65. minucie Michalski, po prostopadłym podaniu z własnej połowy, znów stanął oko w oko z golkiperem z Giebułtowa. Tym razem "kiwnął" go i skierował futbolówkę do pustej bramki.
Jutrzenka nie miała stuprocentowej sytuacji, poza tą z 80. minuty, kiedy Litewka po indywidualnej akcji wbiegł w pole karne i zaatakowany z tyłu przez Rębisza upadł. Goście oczekiwali karnego, ale gwizdek sędziego milczał. To był - naszym zdaniem - błąd arbitra, gościom karny się należał.
rst, mst