Beskid Andrychów - Okocimski Brzesko 2-1 (0-1)
0-1 Ostrowski 4 karny
1-1 Kubik 49
2-1 Adamus 88 karny
Sędziowali: Witold Romanowski oraz Krzysztof Borowy i Mirosław Pęczek z Wadowic. Czerwone kartki: Ostrowski, F. Kania (87, obaj za krytykowanie orzeczeń sędziego). Żółte kartki: Adamus – Curyło, F. Kania.
BESKID: Kurzyniec – Strzeżoń (75 Matusiak), Lewandowski, Galos, Łysoń – Kuźma, Sobala, Kozłowski, Adamus – Zwińczak (85 Lechowicz), Kubik (80 Gaszman).
OKOCIMSKI: S. Kania – Mirski, Ostrowski, Curyło, Żak – Wójtowicz (55 Zachara), Legutko (35 Słomka), Bieniek, F. Kania – Ważydrąg (76 Wyczesany), K. Kania (65 Klisiewicz).
Walka toczyła się głównie w środku pola, więc liczono się z tym, że jeden błąd może przechylić szalę na jedną ze stron. Na trzy minuty przed końcem padło rozstrzygnięcie. Adamus już uderzył głową, piłka szybowała obok celu, ale bramkarz gości jeszcze wpadł na andrychowianina, więc sędzia pokazał „na wapno”. W tym momencie przyskoczyło do niego dwóch brzeszczan, więc arbiter ochoczo obdzielił ich czerwonymi kartkami.
– Ja bym takiego karnego nie gwizdnął – westchnął Marek Małysa, trener Okocimskiego. – Żeby mieć pewien zawór bezpieczeństwa na takie niespodzianki, trzeba umieć wykorzystać swoje pozycje, dlatego szkoda Kacpra Kani, który trafił w poprzeczkę. Gdyby przed przerwą podwyższył na 2-0, pewnie miejscowi nie potrafiliby powstać.
- Oba karne w tym meczu były, a wynikały z gorących głów i prostych błędów bramkarzy – ocenił Jan Witkowski, kierownik drużyny Beskidu.
(mateo)