Górnik Wieliczka - Hutnik Kraków 0-0
GÓRNIK: Kociołek - Rudzik, Jesiąka, Mik. Wyroba, Bilski (68 Sowicki) - M. Kubala (55 Szot), Winiarski, Bułat, Czapeczka (80 Ślęczka) - Ptak, Mazur (75 Kawulka).
HUTNIK: Jasowicz - Żelasko (70 Tyrka), Dudek, Antoniak (46 Bednarczyk), Lampart - Nawrot (46 Krawczyk), Murzyn, Cyganek, Witek (70 Ł. Gamrot) - Lubera, Sierakowski.
- Myślę, że zasłużyliśmy nawet na zwycięstwo, bo mieliśmy więcej okazji bramkowych niż rywale - uważa Maciej Musiał, trener Górnika. I wymienia: - W pierwszej połowie Mazur trafił w poprzeczkę, a w sytuacji sam na sam z bramkarzem Ptak przegrał pojedynek. Po przerwie Winiarski uderzył z 20 metrów pięknie w "okienko", już podnosiliśmy ręce w górę, ale golkiper Hutnika kapitalnie obronił strzał. Ponadto dwie szanse miał Ptak, a Mazur, po ładnej akcji, podał do mającego przed sobą pustą bramkę Sowickiego za bardzo do tyłu. Niestety, brakuje nam strzelca!
Górnik mając szanse na zdobycie zwycięskiego gola zremisował z Hutnikiem, ale niewiele brakowało, aby ten mecz przegrał. W 90. minucie goście trafili do siatki, lecz sędzia nie uznał bramki, odgwizdując spalonego.
- Moim zdaniem, spalonego nie było - twierdzi Andrzej Paszkiewicz, trener Hutnika. - Gospodarze, schowani za podwójną gardą, grali z kontry, przez co może łatwiej im było o sytuacje bramkowe. Ale my też mieliśmy z pięć, sześć czystych okazji. Na bardzo trudnym, grząskim i nierównym terenie ciężko nam było rozwinąć skrzydła i swoją grę. W efekcie był to mecz walki i błędów, wynikających ze złej aury i złego stanu boiska. Nie zagraliśmy dobrego spotkania, może po części dlatego, że na takiej murawie można co najwyżej kopać piłkę. A my się uczymy w nią grać...
rst