Raba Dobczyce - Krakus Nowa Huta 1-1 (1-0)
1-0 Zborowski 27 (wolny)
1-1 Kok 80
RABA: Orlicki - Czarnota, Mistarz, Szlósarczyk, Zborowski - Pudlik, Baran, Nowak, Mazurkiewicz - Białoń, Suder.
KRAKUS: Michalec - Biela (70 Ryszawy), Tabor (82 Groeger), Dębowski, Kuligowski - Kok, Udziela (70 Gawęda), Gruszecki, Gołdyn - Fudali (55 Piwowarczyk), Jagła.
- Nieskuteczność to mało powiedziane. Mecz był totalnie jednostronny, Raba dosłownie nie istniała, a mimo to tylko dziesięciu minut brakowało, by gospodarze zdobyli trzy punkty. Gdybyśmy wykorzystali okazje, to powinniśmy wygrać pięcioma, sześcioma bramkami... - skomentował Maciej Trzcionka, trener Krakusa.
Raba uzyskała prowadzenie w szczęśliwych okolicznościach. Prostopadłą piłkę bramkarz Krakusa złapał, ale z rozpędu wyskoczył z nią poza pole karne (choć mógł ją wykopać czy wypiąstkować). W efekcie golkiper dostał żółtą kartkę, a zespół z Dobczyc otrzymał szansę z rzutu wolnego z 17 metrów. I szansę tę bezbłędnie wykorzystał, piłka po strzale Zborowskiego trafiła w "okienko".
Goście cały czas atakowali, by doprowadzić do wyrównania. Okazję bramkową - po stałych fragmentach czy po indywidualnych akcjach - miał chyba każdy zawodnik Krakusa, ale z mnóstwa sytuacji urodził się tylko jeden gol, w końcówce meczu. Piwowarczyk dośrodkował z lewej strony, a Kok bardzo ładną główką trafił do siatki.
Z remisu gospodarze byli bardzo zadowoleni, ich rywale tylko z własnej winy nie wygrali tego meczu.
rst