Beskid Andrychów - Raba Dobczyce 4-0 (1-0)
1-0 Sobala 24 (karny)
2-0 Stuglik 52
3-0 Sobala 65 (karny)
4-0 Flak 77 (samob.)
Sędziował Dawid Pająk z Wadowic. Mecz bez kartek. Widzów ok. 50.
BESKID: Kurzyniec - Marczak, Siwek (55 Łysoń), Zając, Galos - Kubik (75 Zwińczak), Sobala, Wandzel (60 Słupski), Kozłowski (79 Lewandowski) - Adamus (80 Strzeżoń), Stuglik.
RABA: Mazurkiewicz - Ślósarczyk, Mistarz, Zborowski, Gabryś - Kabaja, Widła (46 Nowak), Pudlik, Flak - Lęckoś (65 Głąb), Suder.
W pojedynku beniaminków lepszy był ten z Andrychowa, ale kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby w 5. minucie Zborowski wygrał pojedynek z Kurzyńcem.
Gospodarze otworzyli wynik z karnego, podyktowanego za zagranie ręką Gabrysia.
W 40. minucie sędzia przyznał gościom karnego, ale Kabaja nie potrafił go zamienić na wyrównującego gola. - Jeśli najpierw nie strzela się gola, by kontrolować wynik, a potem nie udaje się doprowadzić do remisu, to jak można myśleć o zdobyciu choćby punktu - analizował po meczu Zbigniew Bojko, trener Raby.
Wynik podwyższył Stuglik, wykorzystując zagranie Galosa z rogu. Później miejscowi mieli kolejnego karnego, tym razem podyktowanego za faul na Kubiku.
Wynik meczu ustalił samobójczym trafieniem Flak, po centrze Galosa z kornera.
- W drugiej części spotkania niepodzielnie dominowaliśmy na boisku, dlatego - mimo strzelenia czterech goli - martwi mnie skuteczność moich zawodników - powiedział Edward Wandzel, trener Beskidu.
(kamil)