Cracovia - Krakus Nowa Huta 1-1 (1-1)
0-1 Jagła 20
1-1 Szczepański 45
CRACOVIA: Skrzeszewski - Herdecki, Potańczyk, Bębenek, Sarga - Skawski, Zontek, Steblecki, Przytuła (55 Zieliński), Szczepański (75 Kurzeja) - Nawrocki (65 Darowski).
KRAKUS: Michalec - Kopyść, Trzos (80 Fudali), Kuligowski (40 Tabor), Gołdyn - Jagła, Dębowski, Gruszecki, Kok (82 Groeger), Ryszawy (55 Piwowarczyk) - Gawęda.
Przez 10 minut lekką przewagę miała Cracovia, prowadzona przez nowego trenera - Stanisława Owcę. Wkrótce do głosu doszedł Krakus i w 20. minucie zdobył prowadzenie. Nowohucianie ładnie zagrali w środku, Kok podał do Jagły, a ten w sytuacji "sam na sam", z lekkiego kąta, strzelił celnie do bramki. Pod koniec I połowy, po kontuzji obrońcy Kuligowskiego, w szeregi drużyny gości wkradł się chaos, co wykorzystały "Pasy". Tuż przed przerwą po rzucie rożnym bramkarz Krakusa odbił piłkę, ale dobitka Szczepańskiego okazała się skuteczna.
W II połowie mecz był wyrównany, oba zespoły poszły na wymianę, tyle że lepsze szanse miał Krakus. M.in. Gawęda nie wykorzystał okazji oko w oko z bramkarzem, a Kok dwukrotnie zamiast podawać lepiej ustawionym kolegom szukał indywidualnego rozwiązania.
- W ostatniej akcji meczu Gruszecki uderzył z wolnego z ponad 20 metrów w mur, piłka spadła pod nogi Fudalego, który trafił do siatki. Sędzia asystent podniósł chorągiewkę sygnalizując spalonego, a naszym zdaniem spalonego nie było. Była z tego powodu spora awantura, uważam, że arbiter ukradł nam zwycięstwo - relacjonuje zaraz po zakończonym spotkaniu Maciej Trzcionka, trener juniorów Krakusa.
rst