Goście sypnęli miejscowym solą w oczy, o takie porównania można pokusić się z racji tego, z jakiego produktu spożywczego słynie Bochnia.
MOSiR Unia Oświęcim - BKS Bochnia 1-1 (0-1)
0-1 Marut 40
1-1 Moskwik 84
Sędziował Szymon Krawczyk z Oświęcimia. Żółte kartki: Sacha, Gajewski, Marut (B).
UNIA: Ł. Woźniak - Flisek (80 Borak), Adamus, Tarabuła, Kocoń (52 Gąsiorek) - Głowacki, Łach, Góra, Wróbel (52 Gzela) - Moskwik, Bartula.
BKS: Kolanowski - Kupiec, Fasuga, Piech, Gajewski - Rzepecki - Sacha, Kubik (85 Adamczyk), Krawczyk - Marut - Kwarta.
Oświęcimianie poczynali sobie na boisku niczym we mgle i nie miało to nic wspólnego z tym, że nad boiskiem unosił się duszący dym palonych liści, docierający z pobliskich ogródków działkowych.
Wśród miejscowych klarowne okazje marnował Moskwik (tylko w pierwszej połowie trzy), a po zmianie stron uderzał z pola karnego, a po minięciu bramkarza "wyjechał" z piłką poza boisko.
Ostatnie ziarnko soli w oku miejscowych tkwiło w momencie, gdy sędzia przyznał im karnego. Kolanowski obronił strzał Bartuli, ale ten poszedł za piłką, nie dając jej wyjść na aut bramkowy, zagrał do boku, a wreszcie Moskwik miał już ostry wzrok, bo trafił do siatki. - Moim zdaniem ten karny był wydumany, ale na wyjazdach trzeba się z takimi obrazkami liczyć - powiedział Tomasz Rachwalski, trener Bochni.
- Futbol jest piękny, ale nie zawsze sprawiedliwy, bo przed meczem z remisu byłbym niezadowolony i takie mam odczucia po liczbie wypracowanych sytuacji, a muszę się z niego cieszyć - ocenił Tomasz Wróbel, trener Unii.
Goście objęli prowadzenie korzystając ze złego podania Damiana Fliska do Łukasza Woźniaka. Skoro piłka znalazła się za jego plecami, a Tomasz Marut do końca poszedł za akcją, jego strzał do pustej bramki był już tylko formalnością.
W 70. minucie z kontrą urwał się Mateusz Kwarta i gdyby wygrał pojedynek z Łukaszem Woźniakiem, pewnie goście nie daliby sobie wydrzeć zwycięstwa.
Mateusz Migalski