Mimo ulewy mecz na boisku Zwierzynieckiego był jednak bardziej piłkarski niż... wodny. Obie drużyny zaprezentowały ładny futbol, dużo było walki, słowem, spotkanie mogło się podobać.
Wisła Kraków - Krakus Nowa Huta 1-1 (0-0)
0-1 Gawęda 65
1-1 Adamski 70
WISŁA: Kocoń - Moskal, Piwowarczyk, Nalepa, Konop - Kaganek, Arian, Pułka, Michalski (65 Popowicz) - Termanowski, Adamski (88 Juszczyk).
KRAKUS: Michalec - Kopyść, Trzos, Kuligowski, Gołdyn - Kok, Gruszecki (80 Biela), Gawęda, Jagła - Tabor (46 Ryszawy), Fudali (68 Groeger).
- Wisła miała optyczną przewagę, momentami mocno dominowała, ale nie przekładało się to czyste sytuacje bramkowe. Gdyby je liczyć, to wynik remisowy można uznać za sprawiedliwy - powiedział Maciej Trzcionka, trener Krakusa.
W I połowie najlepszą okazję dla wiślaków zmarnował - po centrze Kaganka - obrońca Konop, który mógł głową zdobyć gola, ale uderzenie było całkiem nieudane.
W 65. minucie Krakus objął niespodziewanie prowadzenie. Po centrze z kornera w zamieszaniu podbramkowym z bliska do siatki strzelił Gawęda. "Biała Gwiazda" wyrównała 5 minut później po kombinacyjnej akcji w polu karnym. W jej ostatniej fazie Popowicz wycofał piłkę na 12.-13. metr do Adamskiego, który trafił w "okienko".
Wisła, która bardzo chciała ten mecz wygrać uzyskała w końcówce dużą przewagę. Najlepszą szansę bramkową miał Arian, który z wolnego z 17 metrów uderzył kąśliwie, ale bramkarz gości sparował piłkę końcami palców na słupek.
- My też mieliśmy w końcówce dwie okazje - mówi trener Trzcionka. - Najpierw po kontrze na pozycję "sam na sam" wyszedł Groeger, ale po długim rajdzie nie miał siły, by oddać mocny strzał. Później, po dograniu Gawędy z lewej strony, Groegerowi zabrakło pół metra, by sięgnął piłki; gdyby spróbował wślizgu, to mógłby być gol.
- Mieliśmy miażdżącą przewagę i powinniśmy ten mecz wygrać - stwierdził Piotr Kaganek, kierownik drużyny juniorów Wisły.
rst