MKS Trzebinia Siersza – MOSiR Unia Oświęcim 5-1 (3-1)
1-0 Wallentin 5, karny
1-1 Semik 2-0
2-1 J. Pająk 27
3-1 Głogowski 40
4-1 Orszulak 46
5-1 Rejdych 80
Sędziował: Dariusz Feliksik z Chrzanowa. Żółta kartka: Malec.
MKS: K. Pająk – Piotrowski (41 Górczyk), Orszulak, Okarmus, Kurzymski – Gąsior (65 Rejdych), J. Pająk, Głogowski, Głowacz – Wallentin (50 Grzebinoga), Dudek (41 Głuch).
MOSiR Unia: Ratajczak – Kleczkowski, Godawa, Dworzak, Wrona – Znamirowski, Szostek (55 Hryncyszyn), Ochman, Bednarczyk (65 Moskwik) – Semik, Górkiewicz (56 Malec).
Już 5 min po zagraniu ręką Godawy sędzia przyznał miejscowym karnego, którego na gola zamienił Wallentin. – Ważne, że dobrze zaczęliśmy – mówił Jacek Pająk, trener trzebinian, mając w pamięci nieszczęśliwą jesienną porażkę w Oświęcimiu.
Goście wrócili do gry po „główce” Semika, ale potem szło im coraz gorzej.
- Mecz był pod naszą kontrolą. Wykorzystaliśmy połowę swoich sytuacji, bo drugie tyle poszło w powietrze – żartował trzebiński szkoleniowiec.
- Co tu dużo mówić, skoro trzy gole straciliśmy po akcjach lewą stroną. Moi chłopcy mocno spali, bo najpierw pozwolili na dośrodkowanie, obrońcy w polu karnym nie asekurowali, a bramkarz był przywiązany do linii nawet wtedy, kiedy piłka fruwała na 5 metrze. Ech... – wzdycha Jacek Pędrys, trener oświęcimian.
kamil