MKS Trzebinia-Siersza - Wisła Kraków 0-5 (0-1)
0-1 Kościelniak 15
0-2 Kościelniak 54
0-3 Przebinda 58
0-4 Kamiński 65
0-5 Kamiński 76
WISŁA: Grabowski - Oleksa, Bierzało, Lepiarz, Szywacz - Tochowicz, Sosin, Kamiński, Prażnowski (50 Drożdż) - Małkiewicz (57 Przebinda), Kościelniak (71 Downar-Zapolski).
Wiślacy zdobyli w sumie pięć goli, ale do przerwy tylko jednego. W 15. minucie Sosin podał za obrońców do Kościelniaka, który w sytuacji "sam na sam" strzelił obok bramkarza.
Bramki dla "Białej Gwiazdy" posypały się dopiero w II połowie. Najpierw, po rzucie rożnym wykonywanym przez Drożdża, nie pilnowany Kościelniak uderzył lewą nogą w "długi" róg. Po chwili, po kolejnej centrze z kornera, tym razem Szywacza, również lewą nogą do siatki trafił Przebinda. Był to jego pierwszy kontakt z piłką po wejściu na boisko.
Gol nr 4 był ozdobą meczu. Kamiński uderzył z prawej strony, z ok. 30 metrów, trafiając prostym podbiciem w "długi" róg. Ten sam zawodnik ustalił wynik; dostał prostopadłe podanie od Drożdża i wykorzystując niezdecydowanie obrońców gospodarzy przymierzył celnie w dalszy róg.
- Mecz przebiegał pod nasze dyktando - mówi Jacek Matyja, trener juniorów Wisły. - Na bardzo dobrej płycie, długim i szerokim boisku, moi podopieczni mogli pograć piłką i - co najważniejsze - akcje im wychodziły. A i skuteczność była dziś bardzo dobra. Trzebinia miała właściwie tylko jedną sytuację, w końcówce, ale zawodnik gospodarz chcąc przelobować Grabowskiego nie trafił w bramkę.
rst