Wisła Kraków - MOSiR Unia Oświęcim 2-1 (1-1)
0-1 Semik 8
1-1 Małkiewicz 40
2-1 Kamiński 43
WISŁA: Grabowski (41 Gadawski) - Oleksa, Kolanko, Lepiarz, Bruzda (58 Szywacz) - Tochowicz (50 Kościelniak), Sosin, Bartoszewicz (70 Straus), Prażnowski - Małkiewicz (60 Downar-Zapolski), Kamiński (70 Przebinda).
UNIA: Ratajczak - Petrow (73 Dworzak), Godawa, Szostek, Wrona - Bednarczyk, Hryncyszyn, Księżopolski, Semik - Godek (65 Klęczar), Ochman.
Nieoczekiwanie prowadzenie objęli oświęcimianie. - Niektórzy moi podopieczni założyli na te trudne warunki lanki i ślizgali się w nich początkowo jak po lodzie, zawodnik Unii wjechał więc jak między tyczki i strzelił - skomentował utratę gola Jacek Matyja, trener Wisły.
- Przy naszym prowadzeniu trzeba było jeszcze wykorzystać doskonałe okazje Ochmana i Semika, to wtedy na pewno coś kosztem Wisły byśmy ugrali - ocenił Jacek Pędrys, trener Unii.
Unia nie ugrała, gdyż buty zostały albo zmienione albo zawodnicy krakowscy zaadaptowali się do warunków panujących na boisku. Tuż przed przerwą, po centrze Prażnowskiego z kornera, wyrównał głową Małkiewicz. A zaraz na początku II połowy padł drugi gol dla "Białej Gwiazdy". Kamiński wywalczył piłkę w środku, podciągnął, wszedł między obrońców i uderzył w dolny róg.
- To był mecz walki, gra toczyła się w środku pola, ale w drugiej połowie rywale trochę opadli z sił i zaczęliśmy dominować. Mieliśmy sporo sytuacji, mogliśmy zdobyć jeszcze kilka bramek - stwierdził szkoleniowiec wiślaków.
rst