Hutnik Nowa Huta – Czarni Połaniec 9-1 (5-0)
1-0 Hul 10
2-0 Hul 13
3-0 Cichy 26
4-0 Nawrot 41
5-0 Guja 42
6-0 Stanek 59
7-0 Świątek 61
7-1 Janowski 62
8-1 Świątek 69
9-1 Nawrot 80
Sędziował Przemysław Greń - Marek Cisiński, Michał Matyjaszek (Oświęcim). Żółte kartki: B. Jagła, Stanek, Urbaniec. Widzów 550.
HUTNIK: Kusak (70 Jasowicz) – Urbaniec, Bienias, B. Jagła, S. Jagła (62 Zimny) – Świątek, Gamrot, Guja (67 Sierakowski) – Hul, Cichy (46 Stanek), Nawrot.
CZARNI: Brzostowicz – Dyl, Maruszewski (74 Drzyzga), Witek, Kosatka (43 Pławski) – Obierak, Nowak, Mikoda, Kabata – Lipiec (46 Janowski), Kamiński.
Wynik 9-1 na Suchych Stawach jest szokujący. Zwłaszcza, że zespół z Połańca w dotychczasowych meczach uzyskiwał niezłe wyniki: 2-1 z Luboniem w Maniowych, 0-0 z Wierną czy 2-2 z Granatem w Skarżysku-Kamiennej. Hutnik zaczął z rozmachem i po 10 minutach już prowadził 2-0, co zupełnie zdeprymowało gości. Gospodarze nie zamierzali na tym poprzestać i sunął atak za atakiem. Jedynym problemem były rozmiary wygranej i czy padnie rezultat dwucyfrowy. A było ku temu mnóstwo okazji, wiele sytuacji jeden na jeden. W 32 minucie Guja bezpośrednio z rzutu rożnego trafił w poprzeczkę.
Czarni grali słabo i mieli problemy z wyprowadzeniem akcji. Mimo to stworzyli kilka niezłych pozycji, ale pudłowali jak choćby Obierak. Honorowe trafienie zanotowali z 62 minucie po błędzie bramkarza, który futbolówkę po uderzeniu z 30 metrów przepuścił pod pachą.
Trener Hutnika - Andrzej Paszkiewicz - oglądał spotkanie z dachu budynku, a to efekt dwumeczowej karencji. Po spotkaniu na konferencji prasowej nie pojawił się szkoleniowiec Czarnych; widocznie nie miał przy takim rezultacie wiele do powiedzenia.
(AnGo)