Unia Tarnów - Nida Pińczów 2-0 (0-0)
1-0 Pawlak 84
2-0 Nytko 89
Sędziował Grzegorz Noworolnik (Nowy Targ). Żółte kartki: Ślęzak, Sojda - B. Zyguła. Widzów 500.
UNIA: Libera - Krupa, Kleinschmidt, Pawlak, Węgrzyn, Sojda (82 Drozdowicz), Kazik, Ślęzak (67 Nytko), Sieniawski (46 Matras), Popiela (78 Kroker), Wolański.
NIDA: A. Zyguła - Kempkiewicz, Kucybała, Szafraniec, Myca, Karasek (75 Baran), Sobczyk, Wilkus, Kupczyk, B. Zyguła, Biały.
Trener Unii Marcin Manelski nie ukrywał satysfakcji z epilogu dzisiejszego meczu: - Spodziewaliśmy się trudnej przeprawy, bo Nida prezentuje się nieźle w ostatnim okresie. I rzeczywiście było ciężko, choć wygraliśmy zasłużenie. Odniosła skutek konsekwentna gra, dobrze spisali się rezerwowi, którzy znacznie ożywili grę.
W pierwszej połowie przestrzelił Wolański z siedmiu metrów, natomiast po strzale Pawlaka z wolnego piłka trafiła w poprzeczkę. Po zmianie stron było już znacznie więcej sytuacji. Jeszcze przy stanie bezbramkowym najlepszą z nich miał Kroker, który po akcji Krupy z Wolańskim nie wykorzystał „setki”. W końcu jednak padły gole. Asystę przy pierwszej bramce odnotował Matras, a spokojem wykazał się Pawlak. Kropkę nad „i” postawił po filmowej kontrze Nytko, który rozpoczął i zakończył tę akcję.
- Że znacząco zmniejszył się dystans do lidera? Mamy w Tarnowie świadomość, że III ligę dzieli od II ligi finansowa przepaść. Niemniej prowadzimy swą misją. Nazywam ją „Mission Impossible”. Ale kto wie... - zakończył trener Manelski.
cst
dokumentacja: zksunia.tarnow.pl