Juventa Starachowice - Beskid Andrychów 1-0 (1-0)
1-0 Korona 45+2
Sędziował Kamil Podyma (Świętokrzyski ZPN), Żółta kartka Kruk. Widzów 500.
JUVENTA-PERFOPOL: D. Kalista - Korona, Gębura, Pastuszka, Szymoniak - Drej, Wójtowicz, Gruszczyński (80 Fabjański), Tobiszewski (46 Kopeć) - M. Kalista (85 Płusa), Anduła.
BESKID: Felsch - Panek, Ozimina, Kliber, Kruk - J. Cecuga, Kmieć, Karcz, Penkala (46 Siwek), Knapik - Fryś.
Po znanych powszechnie perturbacjach w Andrychowie pytaniem dnia mogło być to, czy Beskid w ogóle uda się na wyprawę do Starachowic. Lecz nie dla andrychowskich graczy, którzy w meczu z wysoko aspirującą Juventą wprawdzie stracili punkty, ale i tak wiedzą, że akurat w tym spotkaniu przede wszystkim chodziło o zupełnie inne wartości.
- Walczyliśmy ze wszystkich sił z rywalem, który osiągnął zdecydowaną przewagę optyczną. W pewnym momencie doszło nawet do tego, że gospodarze egzekwowali długą serię rzutów rożnych. Ile? Nie wiem dokładnie. Dziewięć, dziesięć? Akurat z kornera urodziło się nieszczęście już w przedłużonym czasie pierwszej połowy. Poszło dośrodkowanie na krótki słupek, z naszej strony zabrakło konsekwencji w kryciu i strzałem głową, „szczupakiem”, jeden z zawodników Juventy umieścił piłkę w siatce.
Rundę jesienną zakończyliśmy więc porażką, ale i tak plasując się w środku stawki mamy 23 punkty na koncie. To pokaźna zdobycz. Jaka będzie zima? Dobra albo zła. Stany pośrednie nie wchodzą w rachubę - powiedział Mirosław Kmieć, który po kilkudniowym rozbracie z drużyną wrócił do niej w roli grającego trenera.
cst