Beskid Andrychów - Czarni Połaniec 4-1 (0-1)
0-1 Gębalski 35
1-1 Penkala 55
2-1 Fryś 57
3-1 Chowaniec 89
4-1 Fryś 90+3
Sędziowali: Tomasz Pilarski oraz Łukasz Kozioł i Sebastian Wiśniowski (Tarnów). Żółte kartki: Kmieć, Knapik, Fryś - Nowak, Pławski. Widzów 600.
BESKID: Felsch - Kruk, Panek, Kmieć, Kliber - Chowaniec, J. Cecuga, Karcz, Penkala - Knapik, Fryś.
CZARNI: Daniel - Poniewierski, Maruszewski, Mikoda, Sobierajski - Gębalski, Nowak (53 Pławski), P. Cecot, J. Cecot - Maj, Kamiński (83 Witkowski).
Beskid dopiero po przerwie udokumentował zdecydowaną przewagę, którą posiadał również w pierwszej połowie. Ale ta faza gry zakończyła się golem dla gości, po ograniu Panka i podaniu do środka Gębalski dopełnił formalności. Beskid, jak zwykle pod wodzą grającego trenera - Mirosława Kmiecia, miał do pauzy aż pięć doskonałych sytuacji. Konkretnie: Knapik 2, Chowaniec, Fryś i Karcz.
Trener Kmieć udzielił w szatni reprymendy i to poskutkowało. Beskid już nie tylko dominował na boisku, ale wreszcie były tego bramkowe efekty. W 55. minucie Penkala po zagraniu Chowańca posłał z bliska piłkę do siatki. Chwilę później Fryś oddał ładny strzał głową po dośrodkowaniu Chowańca. W 89. minucie Chowaniec sam wpisał się na listę, po otrzymaniu prostopadłego podania od Karcza. Już w przedłużonym czasie gry kolejną centrę Chowańca zamienił Fryś głową na efektownego gola.
Jak skomentował kierownik Beskidu, Józef Walczak, zwycięstwo klubu z Andrychowa było bezdyskusyjne, choć uwiarygodnione dopiero po zmianie stron.
JC