Szczakowianka Jaworzno - Beskid Andrychów 2-1 (1-1)
1-0 Głośny 12, 1-1 Fryś 30, 2-1 Ochmański 68.
Szczakowianka: Nawrocki - Jamróz, Kuciel, Byrski, Sałapatek - Wojtaszak, Biskup, Dylowicz, Kantek - Głośny, Janeczko oraz Ochmański, Chojnowski.
Beskid: Felsch - Błachut, Walczak, J. Adamus, Kukuła - Kmieć, Derek, M. Sobala, Chowaniec - Knapik, Fryś oraz Syty, Panek, M. Adamus.
Lider grupy II katowickiej "okręgówki" okazał się lepszy od małopolskiego trzecioligowca z Andrychowa. - W Krakowie grają taką delikatną piłkę, więc z pewnością zaskoczyliśmy rywali agresywnością i nieustępliwością na boisku - tymi słowami Andrzej Sermak, trener Szczakowianki, komplementował swoich podopiecznych. - Mieliśmy jeszcze kilka "setek", więc jeśli udałoby nam się je wszystkie wykorzystać, wynik oscylowałby w okolicach "dwucyfrówki" - dodał jaworznicki szkoleniowiec bardzo dobrze znany przecież fanom futbolu w Małopolsce.
- Prowadziliśmy grę, a rywale najzwyczajniej nas skontrowali - ocenił Mirosław Kmieć, trener Beskidu. - Przyznaję, że przeciwnicy zdobyli ładne dla oka bramki. To był tylko sparing i doprawdy nie chce mi się stale powtarzać, że formę budujemy na ligę. Nie korzystałem z usług juniorów, bo oni mieli swój sparing, a wiosna będzie dla nich ważna, bo biją się o awans do ligi wojewódzkiej - dodał andrychowski szkoleniowiec.
ADI