Podopieczni trenera Tomasza Szczepańskiego, piłkarze III-ligowego Popradu Muszyna, pokonali w miniony weekend wicelidera III ligi, a tym samym pozostali w grze o awans.
Konfrontacja z Janiną Libiąż była trzecim wiosennym meczem, w dwóch poprzednich Poprad przegrał
wysoko. Zła seria miała zostać przerwana w starciu z ekipą Janiny i cel został osiągnięty. Drużyna z uzdrowiska wygrała 1-0 po bramce Hlouska.
Po pierwszych wiosennych niepowodzeniach trener Szczepański miał sporo pretensji do formacji
obronnej. Nic dziwnego, bowiem jeśli czołowy zespół III ligi traci aż dziewięć bramek w dwóch meczach, to znaczy, że coś jest nie tak, jak być powinno. Pierwsza i zasadnicza zmiana nastąpiła na pozycji bramkarza. Wobec kontuzji Bomby i Motyki działacze Popradu sięgnęli po Sławomira Olszewskiego, który na co dzień piastuje ważne stanowisko w sztabie szkoleniowym Sandecji Nowy Sącz. Jego doświadczenie ma procentować lepszą grą w obronie. W meczu z wiceliderem rzeczywiście tak było.
Trener Tomasz Szczepański nie ukrywa, że musiał w ostatnich dniach odbyć wiele poważnych rozmów z zawodnikami.
– Jeśli chodzi o obronę, to odbiliśmy się od dna, bo dziewięć straconych bramek w dwóch meczach trudno czymkolwiek usprawiedliwiać – stwierdza. – Co do graczy z pierwszoligowym stażem, jak Hlousek czy Drąg, to powinni, powtarzam – powinni, pokazywać na murawie więcej atutów. Jeśli tacy gracze nie potrafią wkomponować się w zespół, jest to wina trenera albo słabego zaangażowania zawodników. Myślę jednak, że znaleźliśmy już wspólny język i wszystko wraca na właściwe tory – podkreśla Tomasz Szczepański.
Sytuacja Popradu Muszyna nie jest zła. Mineralni zajmują obecnie siódmą lokatę w tabeli. Marzenia o II lidze wciąż są realne. Strata siedmiu „oczek” jest zdecydowanie do odrobienia. Liga jest bardzo wyrównana. Prawdziwym zwycięzcą rywalizacji zostanie ten, kto wykaże się systematycznością.
Dawid Kulig (Gazeta Krakowska)