Mecz rozgrywany był w ciężkich warunkach, przy porywistym wietrze i przelotnie padającym deszczu. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że na zawody nie stawił się żaden delegowany sędzia i poprowadził je kierownik drużyny gospodarzy, a na liniach sędziowali przedstawiciele obu zespołów.
W tych trudnych warunkach lepiej zaczęli goście, gdyż już w 5. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego padła bramka po dobitce P. Marchewczyka. To podrażniło gospodarzy, którzy z minuty na minutę coraz śmielej atakowali, mieli dwie dogodne okazje, jednak bramkarz Lotu był dobrze dysponowany. Swoją szansę mieli także goście, lecz w idealnej sytuacji jeden z zawodników źle trafił w piłkę i bramkarz bez trudu ją złapał.
II połowa to początkowo ataki gospodarzy, które jednak nie przyniosły żadnych efektów.
Mimo lekkiej przewagi Orląt, to Lot zdołał powiększyć przewagę, a strzelcem okazał się fatalnie interweniujący zawodnik z Rudawy. Kolejne dwie bramki zdobył Zasadni, a następnie ponownie P. Marchewczyk, który wykończył ładną akcję skrzydłowego z Balic. Lot mógł jeszcze dołożyć kilka goli.
Honorowe trafienie dla Orląt, po błędzie dobrze spisującego się bramkarza Lotu, zaliczył K. Wolański.
W sumie gra była równorzędna, jednak drużyna z Lotu prezentowała się lepiej pod bramką Orląt. Trzeba nadmienić, że bardzo dobrze spisywał się zastępczy sędzia, który mimo braku uprawnień dobrze prowadził zawody.
- Dziwny mecz. Mieliśmy z pięć, sześć sytuacji, ale ich nie wykorzystaliśmy. Za to goście byli dziś skuteczni w tych trudnych, wietrznych warunkach - skomentował Grzegorz Ostapczuk, trener Orląt.
rvd, st
rvd