Wiatr Ludźmierz – Orkan Raba Wyżna 2-5 (1-2)
Bramki: Borkowski 5, 73 karny – Możdżeń 27, 29, 64, Teper 72, Zięba 87.
Sędziował Andrzej Opacian z Ratułowa. Żółte kartki: Kołodziej, Bochnak. Czerwona kartka - Bochnak (84, druga żółta).
WIATR: Tylka – Handzel, Mrożek, Bobek, M. Czaja (87 Cebulski), Luberda (78 Ciszek), Borkowski (78 J. Siuta), Dobrzyński, Cholewa (46 R. Siuta), Słaboń, W. Siuta.
ORKAN: Kołodziej – Polczak, Filipek, Radoła (27 Bochnak), Chrobak, Antolak, Czyszczoń, Teper, Zięba, Zubek, Możdżeń.
Świetny początek w wykonaniu gospodarzy, którzy w 5 minucie objęli prowadzenie. Po rzucie rożnym wykonanym przez Cholewę piłka trafia pod nogi M. Czai, szybko odegrał ją do Borkowskiego, a ten trafił pod poprzeczkę. Później gra toczyła się w środku pola. Było sporo chaosu, niecelnych podań. Wreszcie nadeszły dwie minuty, które wstrząsnęły gospodarzami. W obu przypadkach sędzia podyktował rzuty wolne i oba zamienione zostały na gole. Po dośrodkowaniu bramkarz pokonany został główkami Możdżenia. Grupka kibiców z Raby Wyżnej ochrzciła go „złotą główką”. W 40 minucie goście mogli podwyższyć, gdyby nie fenomenalne dwie interwencje Tylki.
– To w głowie się nie mieści jak on to obronił – dziwił się Michał Granat. - Najpierw sparował uderzenie Zubka, a potem był górą przy dobitce Możdżenia.
W drugiej połowie gospodarze dążyli do wyrównania. Atakowali, ale w ich akcjach ofensywnych więcej było dymu niż ognia. Tymczasem przyjezdni nastawili się na grę z kontry i okazały się one zabójcze dla ludźmierzan. Najpierw Zubek prostopadłym podaniem z własnej połowy uruchomił Możdżenia, a ten w sytuacji sam na sam trafił do siatki po ziemi obok wybiegającego bramkarza. 8 minut później tym razem z połowy boiska poszło podanie zza obrońców. Teper przejął piłkę, minął jednego rywala i za moment utonął w objęciach kolegów. Minutę później szarżujący w polu karnym W. Siuta został sfaulowany, a „jedenastkę” na bramkę zamienił Borkowski. Kropkę nad „i” przyjezdni postawili z 87 minucie. Obrońcy gospodarzy popełnili błąd przy wyprowadzaniu piłki, przejął ją Teper, minął trzech rywali i z linii końcowej dograł na 7 metr do Zięby. Ten tylko dołożył nogę i futbolówka obok bramkarza zatrzymała się w siatce. Gospodarze mieli kilka okazji, ale strzelali na… wiwat. (LES)