Lepietnica Klikuszowa – ZOR Frydman 4-3 (3-1)
1-0 D. Żółtek 3
2-0 D. Żółtek 12 (karny)
3-0 Antolec 25
3-1 G. Błachut 38
4-1 D. Żółtek 50
4-2 E. Bryniczka 60 (karny)
4-3 E. Bryniczka (90)
Sędziował Zbigniew Suwada z Jabłonki. Żółte kartki: Matuszek, Wojciech Żółtek – S. Janczy, B. Brynczka.
LEPIETNICA: Pępek – Kowalczyk, D. Żółtek, Wojciech Żółtek, Nosalik, Chudoba (75 Parniewicz), Matuszek (62 Opyrchał), Antolec, Madeja (66 Chorążak), R. Szeliga (58 Wiesław Żółtek), Dziurdzik.
ZOR: M. Janczy – Kutarnia, Milaniak, S. Janczy, M. Błachut, G. Błachut, Pisarczyk, B. Brynczka, E. Brynczka, Zygmond, Prelich.
Wynik wskazywałby na wyrównana walkę, ale w rzeczywistości to gospodarze dominowali na boisku. Mieli jednak chwile przestojów i nonszalancji w defensywie i to kosztowało ich utratę trzech goli. Jedynie w doliczonych minutach meczu mogli drżeć o końcowy rezultat. Goście wtedy zastosowali starą maksymę Jana Tomaszewskiego, czyli grę na aferę. Wywalczyli dwa wolne, ale po nich golem nie „zaśmierdziało”.
Kilkuszowianie już po 25 minutach prowadzili 3-0. W 3 minucie do dośrodkowania z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył D. Żółtek i głową pokonał golkiepera przyjezdnych. W 12 minucie tenże zawodnik pewnie wykonał „jedenastkę”. Wypracował karnego Antolec, który przeprowadził kapitalną indywidualną akcję, mijając trzech rywali. Dopiero czwarty go zatrzymał, ale…nieprawidłowo, gdy był już na czystej pozycji. W 25 minucie gospodarze przeprowadzili filmową akcję. Piłka krążyła od nogi do nogi, aż wreszcie otrzymał ją Antolec i znalazł się oko w oko z M. Janczym, pokonując go na raty.
Wydawało się, że jest po meczu. Tak zapewne pomyśleli również piłkarze Lepietnicy. Zdekoncentrowali się i zaczęli popełniać błędy. Mnożyły się rzuty wolne. Wreszcie miejscowi za nonszalancje ponieśli karę. E. Bryniczka świetnym podaniem uruchomił G. Błachuta, który obrócił się i zgubił obrońcę. Znalazł się sam na sam z Pępkiem i nie dał mu szans.
Po zmianie stron Wojciech Żółtek z wolnego rzucił piłkę zza obrońców, a D. Żółtek głową wpakował ją do bramki. 10 minut później strzelec został negatywnym bohaterem, gdyż sfaulował w niegroźnej sytuacji E. Brynczkę, który sam z jedenastu metrów wymierzył sprawiedliwość. Od tego momentu drużyna przyjazna zamykana była na swojej połowie w hokejowym „zamku”. Trzy „steki” zmarnował Chorążak i sam tylko wie jak to uczynił. Po meczu z nikim nie chciał mówić, taki był wkurzony. Za to goście w 90 minucie przeprowadzi indywidualną akcję. E. Brynczka uciekł skrzydłem klikuszowianom i uderzył po długim rogu. Pępek musiał wyjmować futbolówkę z siatki. (LES)