Skuteczniejsza Liszczanka wygrała dziś ważny mecz z rezerwami Garbarni. Na dodatek potrafiła to uczynić na boisku przeciwnika, który liczył na skrócenie dystansu punktowego.
A2 Kraków: Garbarnia II Kraków - Liszczanka Liszki 0-1 (0-1)
0-1 D. Szymula 45+1
GARBARNIA II: Żylski - Swaryczewski, Zelek, Pluta, Kaim (84 Przysiężniak), Stokłosa, Kuźma, Jamka (75 Mirończuk), Przeniosło, Wojciechowski (80 Paweł Iwachów), Pytel (60 Nakończy).
LISZCZANKA: Cholewa - Polak, Śleboda, Piwowarski, Kędzierski - Piotr Pyla (80 G. Szymula), Kosmal, Machura (46 Pabian), Paweł Pyla (86 Cebula), D. Szymula (53 Szymański) - Frankowski.
Goście zdobyli zwycięskiego gola w doliczonym czasie I połowy. Kosmal "kiwnął" w narożniku pola karnego trzech zawodników Garbarni, po czym rzucił na głowę do D. Szymuli, a ten pokonał Żylskiego.
- Nie mam pretensji o porażkę, bo drużyna zagrała bardzo ambitnie. Ale dzisiaj nic nie chciało wpaść do bramki, choć okazji nie brakowało. Zwłaszcza po przerwie. Dogodne sytuacje mieli wtedy Stokłosa i Przeniosło, a Kuźma dwukrotnie trafił w poprzeczkę - powiedział Stanisław Śliwa, trener rezerw Garbarni.
- Remis mógł uratować Mirończuk, który po ładnym uwolnieniu się od przeciwnika zdecydował się na strzał z ostrego kąta, choć powinien dogrywać do partnera. O porażce przesądziło popełnienie kosztownego błędu w kryciu już w przedłużonym czasie pierwszej połowy. Zawodnik Liszczanki został pozostawiony bez opieki na 6. metrze i tak "główkował", że Żylski nie miał żadnych szans obrony - zakończył trener Śliwa.
- Gdy zobaczyłem przed meczem w jakim składzie zagra Garbarnia, to powiedziałem, że stanie się cud jeśli dziś wygramy. I stał się - opowiada Wacław Wyroba, kierownik drużyny Liszczanki. - Naszpikowana trzecioligowcami drużyna gospodarzy przewyższała nas oczywiście piłkarsko. W pierwszej połowie graliśmy dosyć dobrze, umiejętnie i mądrze się broniliśmy, skracaliśmy pole. Parę razy wychodziliśmy z kontrą i przede wszystkim udało nam się strzelić gola. Po przerwie Garbarnia miała już zdecydowaną przewagę i mogła zdobyć nawet kilka bramek. Uchroniła nas jednak poprzeczka, Cholewa wykonał ze trzy super parady, kilkakrotnie piłka po strzałach gospodarzy mijała minimalnie słupek. Słowem, mieliśmy dziś kupę szczęścia.
cst, rst