Trzy gole Stanka (N), ale Kozieł (G) był jeszcze skuteczniejszy!
Garbarnia II Kraków - Nadwiślan Kraków 8-3 (2-1)
1-0 Kozieł 5
1-1 Stanek 23
2-1 Kozieł 45
3-1 Kawaler 54
4-1 Kozieł 58
4-2 Stanek 60
5-2 Kozieł 72
6-2 Rado 74
6-3 Stanek 76
7-3 Przysiężniak 85
8-3 Przysiężniak 88
Sędziowali: Rafał Klimek oraz Artur Daniel i Piotr Grobelny. Mecz bez kartek.
GARBARNIA II: Jękot - Dudzicki (60 Mucha), S. Zygmunt, Kaim (46 Talkowski), Schacherer, Rado (84 Pytel), Kuźma, Kalemba, Leszczak, Kawaler (80 Przysiężniak), Kozieł.
NADWIŚLAN: Schneider - Lipiński, Korytowski, Muskalski, Turbasa, Górnisiewicz (46 Ozurumba), Żychowski (70 Musiał), Sala, Kowalczyk (46 Fima), Foltak, Stanek.
Gole padały niemal przez cały mecz, w sumie aż 11. Prym wiodło dwóch graczy: Kozieł z Garbarni i Stanek z Nadwiślanu. Kto przypuszczał, że mimo ustrzelenia hat tricku będzie musiał Stanek uznać wyższość jeszcze groźniejszego konkurenta?
Rezerwy Garbarni pod wodzą trenera Stanisława Śliwy prowadziły do pauzy 2-1. Wkrótce po zmianie stron podwyższył wynik Kawaler, a za chwilę wpisałby się na listę Rado, gdyby jego skutecznej dobitki strzału Kawalera nie potraktowano w kategoriach ofsajdowych. Za to przypomniał o sobie Kozieł, a zaraz po nim Stanek, głową po dośrodkowaniu z kornera.
Gol na 5-2 był konsekwencją sprytnego podania Leszczaka i znalezienia się Kozieła we właściwym miejscu. Z kolei Rado okupił przelobowanie Schneidera odniesieniem kontuzji, na szczęście niegroźnej. W odpowiedzi Stanek zaskoczył Jękota przyziemnym strzałem z wolnego, ale ostatnie słowo należały do Przysiężniaka, który je zresztą powtórzył.
W rozmiarach 8-3 wygrali Węgrzy z Niemcami Zachodnimi w MŚ ’54, lecz w finale role się odwróciły. Nadwiślanowi też przysługiwać będzie prawo rewanżu, choć w meczu o zupełnie inną stawkę.
cst