Oczy całej Europy były skierowane dziś na Emirates Stadium. Na londyńskim obiekcie doszło do oczekiwanej z ogromnym zainteresowaniem konfrontacji Arsenalu z Manchesterem United. Bezdyskusyjnie lepsze okazały się „Czerwone Diabły”, ulubieńcy połowy Manchesteru pewnie wygrali ten bardzo ważny mecz.
„Kanonierzy” starali się do pauzy zaciekle atakować bramkę Edwina van der Sara, ale te wszystkie próby nie odniosły bramkowego skutku. Najwięcej powodów do narzekań miał aktywny Andriej Arszawin. A krótko przed przerwą pięknie zaszarżował Alexander Song Billong, lecz w decydującym momencie strzelił lewą nogą półtora metra od słupka. Manchester United był jednak jeszcze groźniejszy, a w dwóch sytuacjach wręcz rewelacyjnie zachował się Luis Nani.
W 33. minucie długo będący w cieniu Cristiano Ronaldo Portugalczyk kapitalnie ograł na prawym skrzydle dwóch defensorów Arsenalu, w tym Gaela Clichy’ego. Następnie został zwiedziony Samir Nasri i wówczas oddał Nani sprytne dośrodkowanie, po którym jednak piłka zapewne nie wpadłaby do celu. Za to z niefortunną interwencją pośpieszył Manuel Almunia, który koniuszkami palców wepchnął piłkę do siatki. Chwilę później „Diabły” Alexa Fergusona wyprowadziły zabójczą kontrę. Akcję zainicjował Wayne Rooney, puszczając w bój Naniego. Ten wprawdzie mógł uruchomić crossem Ji-Sung Parka, lecz wybrał inne rozwiązanie. Portugalczyk oto poczekał na Rooneya, którego obsłużył profesorskim podaniem. Wayne przymierzył nieuchronnie, Almunia był bez szans. Setny gol Rooneya i już dwudziesty w tym sezonie został zdobyty w stylu godnym wielkiego snajpera.
Krótko po zmianie stron w sam czubek brody Arsenalu trafił Park. Koreańczyk z olimpijskim spokojem wykończył następny kontratak gości, od którego ręce składały się do oklasków. „Kanonierzy” wydawali się być znokautowani, a pomimo to nie tracili nadziei. W końcu van der Sar skapitulował, gdy po uderzeniu Thomasa Vermaelena piłka odbiła się jeszcze od Jonathana Evansa. Już przy stanie 1-3 powinien zmniejszyć dystans William Gallas, ale pod bramką rywali stracił orientację. Almunia jednak też nie miał spokoju. Zwłaszcza, kiedy jak na tacy wyłożył piłkę ... Naniego i od utraty czwartego gola dzieliło bardzo niewiele. Natomiast już w przedłużonym czasie meczu bliski ustrzelenia dubletu był Rooney.
Zarówno Tomasz Kuszczak grający w Man Utd, jak i Łukasz Fabiański reprezentujący barwy "Kanonierów" obejrzeli to spotkanie z ławki rezerwowych.
W rozgrzewce przed dzisiejszym szlagierem doszło do meczu Manchester City - Portsmouth. Stanowiący czerwoną tabelę goście nie powiększyli skromniutkiego dorobku. Drużyna Avrama Granta poniosła kolejną porażkę.
Z Manchester City na sześciomiesięczne wypożyczenie do Santosu udał się Robinho, który jest zresztą wychowankiem brazylijskiego klubu. Natomiast wrócił do drużyny Emmanuel Adebayor, reprezentant Togo długo nie zapomni tragedii przed rozpoczęciem Pucharu Narodów Afryki. Właśnie Adebayor otworzył wynik meczu z Portsmouth, gdy po otrzymaniu podania od Stephena Irelanda huknął pod poprzeczkę bramki Davida Jamesa. Ten bez wątpienia piękny gol powinien być jednak anulowany, bowiem Adebayor znajdował się na minimalnym ofsajdzie.
Krótko przed gwizdkiem na przerwę po centrze Martina Petrowa z kornera podwyższył głową Vincent Kompany, którego w podbramkowej przepychance nie upilnował Tal Ben-Haim. Natomiast jeszcze przy stanie bezbramkowym kapitalną okazję mieli podopieczni Granta. Danny Webber zawiązał z Johnem Utaką ładną akcję, strzał Anthony’ego Vanden Borre zablokował Kompany i piłka wylądowała na poprzeczce bramki Jamesa. W 80. minucie z kolei w słupek trafił Carlos Tevez, zaś chwilę później okazję dla Portsmouth zmarnował Frederic Piquionne.
Arsenal - Manchester United 1-3 (0-2)
0-1 Almunia 33, samob.
0-2 Rooney 37
0-3 Park 52
1-3 Vermaelen 80
Sędziował Foy. Żółta kartka Song Billong. Widzów 60 091.
ARSENAL: Almunia - Sagna (72 Bendtner), Gallas, Vermaelen, Clichy, Denilson (61 Walcott), Song Billong, Fabregas, Nasri, Rosicky (71 Eboue), Arszawin.
MANCHESTER UNITED: van der Sar - R. Da Silva, Evans, Brown, Evra, Fletcher, Scholes (71 Giggs), Carrick, Nani (89 Berbatow), Park (87 Valencia), Rooney.
Manchester City - Portsmouth 2-0 (2-0)
1-0 Adebayor 40
2-0 Kompany 45
Sędziował Atkinson. Żółte kartki: De Jong - Wilson, Basinas, Boateng. Widzów 44 015.
MANCHESTER CITY: Given - Zabaleta (37 Onuoha), Toure, Kompany (59 Boyata), Garrido, De Jong, Ireland, Barry, Petrow (73 Bellamy), Tevez, Adebayor.
PORTSMOUTH: James - Vanden Borre, Ben-Haim, Wilson, Hreidarsson (27 Hreidarsson), Mullins (85 Owusu-Abeyie), Basinas, O’Hara, Webber (77 Piquionne), Utaka, Boateng.
Jutro: Sunderland - Stoke.
| 1. |
Chelsea
|
23 |
54 |
57-19 |
| 2. |
Manchester Utd.
|
24 |
53 |
56-20 |
| 3. |
Arsenal
|
24 |
49 |
60-28 |
| 4. |
Tottenham
|
24 |
42 |
45-25 |
| 5. |
Liverpool
|
24 |
41 |
42-26 |
| 6. |
Manchester C.
|
22 |
41 |
44-30 |
| 7. |
Aston Villa
|
23 |
40 |
31-18 |
| 8. |
Birmingham
|
23 |
34 |
22-23 |
| 9. |
Everton
|
23 |
32 |
33-34 |
| 10 |
Blackburn |
24 |
28 |
25-40 |
| 11. |
Fulham |
23 |
27 |
26-28 |
| 12. |
Stoke |
21 |
25 |
19-26 |
| 13. |
Sunderland |
22 |
23 |
30-40 |
| 14. |
Wigan |
22 |
22 |
24-47 |
| 15. |
West Ham |
23 |
21 |
29-38 |
| 16. |
Bolton |
22 |
21 |
29-44 |
| 17. |
Wolverhampton |
23 |
21 |
19-40 |
| 18. |
Burnley |
23 |
20 |
23-46 |
| 19. |
Hull
|
23 |
20 |
22-48 |
| 20. |
Portsmouth |
22 |
15 |
19-35 |
31.01.2010 16:34 Aktualizacja: 19:20
Jerzy Cierpiatka