- Brązowy medal w sprincie jest dla mnie jak złoty wysadzany diamentami - mówi Słowenka Petra Majdić, która stoczyła bohaterską walkę o medal igrzysk olimpijskich w biegach narciarskich.
30-letnia biegaczka na rozgrzewce przez biegiem eliminacyjnym wypadła z trasy na zakręcie i wpadła w oblodzoną szczelinę, cała poturbowana przystąpiła jednak do rywalizacji. - To był pierwszy medal dla Słowenii, myślę, że dlatego walczyłam tak mocno - mówiła po starcie, który zakończyła omdleniem.
- Czułam ból przy każdym ruchu i nadal czuję. Przed biegiem myślałam: to już koniec, koniec, ale o medal olimpijski walczę od 23 lat i byłam w bardzo dobrej formie. Wielu ludzi mnie wspierało. Musiałam wystartować - mówi biegaczka.
Wzięła zastrzyk przeciwbólowy, zacisnęła zęby i wystartowała. Prześwietlenie po zawodach wykazało, że nie ma złamanych żeber, ale ma głębokie rany i nie wystartuje w piątkowym biegu łączonym. - Najlepszą rzeczą, którą mogę teraz zrobić jest spróbować przygotować się do startu na 30 km - mówiła Majdić.
Z dekoracji, na którą Słowenka przyjechała na wózku, do szpitala w Vancouver zabrał ją helikopter. Tam przeszła badania, które - jak informują niektóre media wykazały, że jednak obrażenia są poważniejsze, łącznie ze złamaniami żeber. To by wykluczało start Petry w tych igrzyskach, nawet za 10 dni, gdy odbywać się będzie bieg na 30 km. Słoweński Komitet Olimpijski odbiera ze wszystkich stron gratulacje dla zawodniczki, która tak heroicznie walczyła o medal.
Słowenka podkreśliła, że zakręt, na którym wypadła z trasy był niebezpieczny. - Tam była duży dół, około 3-metrowy, wylądowałam na kamieniach. Leciałam w kierunku dużej skały, zdołałam się obrócić na bok, złamałam oba kijki i nartę. Bardzo mnie bolało, wolontariusze chcieli mnie zabrać do centrum medycznego, ale mówiłam, żeby zabrali mnie na start. Na trasie wyłam z bólu. Myślę, że to był pierwszy raz, gdy wszyscy trenerzy mnie dopingowali, słyszeli jak bardzo cierpię.
Justyna Kowalczyk zdradzała, że wskazywała miejsce wypadku Majdić delegatowi technicznemu FIS w przeddzień startu. - Mówiłam mu: proszę pana, będzie tu jutro bardzo niebezpiecznie. A on: nie no, Justyna... Delegat techniczny jest Słoweńcem, no to mają.... To jeszcze jeden dowód na to, że oni tu w Kanadzie nie umieją przygotowywać tras - mówiła polska wicemistrzyni olimpijska w sprincie.
ST
Aktualizacja 18:11