III liga: Beskid Andrychów - Wisła Sandomierz 1-1 (0-0)
0-1 Pydych 58
1-1 Nahle 75
Sędziowali: Waldemar Pyznar oraz Bogusław Bożek i Damian Opaliński. Żółte kartki: Rupa, Chowaniec, Kapera - Chorab, Chamera, Pydych. Widzów 900.
BESKID: Kudłacik - Adamus, Nahle, Kliber, Galos - Kapera, Rupa, Kaczmarczyk, Chowaniec - Knapik, Moskała.
WISŁA: Wierzgacz - Chamera, Metlicki, Pydych, Chorab - Michalski (46 Pacholarz), Zimoląg, Nowik, Nogaj (85 Mądry), Kocój (74 Krawiec) - Ziółek (87 Pisarek).
Przed przerwą kibice byli spokojni, bo wydawało im się, że bramki dla miejscowych są tylko kwestią czasu. W 7. minucie po strzale Łukasza Rupy Wierzgacz z trudem wypchnął piłkę na korner. Z kolei w 35. minucie po główce Dariusza Kapery niewiele brakowało, a futbolówka wylądowałaby w siatce.
Zaraz po przerwie miejscowi fani zostali rozpaleni do czerwoności. Po golu Pydycha rozgorzała dyskusja, czy piłka wpadła do siatki po zagraniu ręką. W Andrychowie nie znalazłby się człowiek, który nie powiedziałby, że tak.
W nerwowej atmosferze andrychowianom przyszło odrabiać straty. Jeszcze w 70. minucie Kliber z 5 m trafił w Wierzgacza, ale później Nahle był już skuteczny. W obu przypadkach podającym był Galos.
Jednak goście w końcówce też mieli swoje okazje, by wziąć pełną pulę. Dwa razy Kudłacik stanął na wysokości zadania, broniąc strzały Chamery i Choraba.
Rajmund Wrotek