Reprezentacja Togo, która w piątek została ostrzelana przez rebeliantów w prowincji Angoli, Cabindzie, nie zagra jednak w Pucharze Narodów Afryki. - Taką podjęliśmy decyzję. Wracamy do domu - potwierdził kapitan reprezentacji, Emmanuel Adebayor.
Natomiast Afrykańska Konfederacja Piłki Nożnej (CAF) wydała oświadczenie, że mimo tego, co się stało, turniej jednak się odbędzie.
Dyrektor ds. Komunikacji CAF, Souleymane Habuba powiedział: - Niepokoimy się o piłkarzy, ale nie możemy dać się zastraszyć. Na razie jeszcze nie zebraliśmy wszystkich informacji na temat tego, co się stało, a nie powinniśmy opierać się tylko na przekazie medialnym.
Habuba dodał także, że przepisy CAF są jasne, reprezentacje powinny raczej latać, niż podróżować autobusem. - Kwestie bezpieczeństwa są w Afryce priorytetem - zakończył.
Kapitan reprezentacji Togo, Emmanuel Adebayor przyznał, że jego reprezentacja od razu po dramatycznych przejściach zastanawiała się nad opuszczeniem Pucharu Narodów Afryki. - Wielu piłkarzy myśli o odejściu. Nie sądzę, żeby chcieli być dłużej na tym turnieju, ponieważ zobaczyli śmierć - powiedział napastnik Manchesteru City.
- Większość graczy chce wracać do swoich rodzin. Nikt nie mógł spać po tym co się wydarzyło. Widzieli swojego kolegę z drużyny, który ma kulę w ciele, który płacze i traci świadomość - tłumaczył piłkarz.
Adebayor wyraził również obawy, że piątkowy incydent może odbić się negatywniena wizerunku Afryki w świecie. - Afryka musi zmienić swój wizerunek, jeśli chce być szanowana. Niestety nic takiego się nie dzieje - zauważył 26-letni snajper.
- Czy możecie sobie wyobrazić, że autobus, którym jechaliśmy został zatrzymany i przez 30 minut ktoś do nas strzelał. Wyobraźcie sobie tą niewiarygodną ciszę jaka panowała w środku - opowiadał o piątkowym wydarzeniu Adebayor.
Aktualizacja 13:40
ASInfo