Dan Petrescu, szkoleniowiec Unirei Urzicei, był usatysfakcjonowany po zwycięstwie 1-0 w meczu grupy G Ligi Mistrzów z Sevillą. - Jestem zadowolony z moich zawodników i z wyniku, ale wiem, że czeka nas jeszcze ciężki mecz ze Stuttgartem - przyznał Petrescu.
KOMENTARZE po wtorkowych meczach: Nastoletni Rudy uciszył Ibrox Park * Barca lata świetlne przed Interem * Liverpool sam sobie winny * Pech Arsenalu
- To wielki dzień dla rumuńskiego futbolu. Pokazaliśmy, że możemy grać z wielkimi zespołami jak z równym sobie, bez żadnych kompleksów. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję na awans z grupy - powiedział były trener Wisły Kraków. - Żałuję tylko, że Stuttgart wygrał w Rangersami 2-0, bo będziemy musieli wygrać albo zremisować kolejny mecz - zakończył opiekun Rumunów.
Kiedy pracowałPetrescu w Wiśle zasłynął z katorżniczej pracy, której próbował wymagać od piłkarzy. Został zwolniony właściwie na ... ich życzenie. Potem w wywiadach wielokrotnie podkreślał, że problemy Wisły wiążą się z mentalnością jej piłkarzy. Latem w wywiadzie dla "Dziennika" mówił: - Polscy piłkarze nie są przyzwyczajeni do ciężkiej pracy. A proszę mi wierzyć, że bez tego nigdy nie osiągnie się sukcesów. Kiedy prowadziłem Wisłę, zawodnicy krzywili się, gdy aplikowałem im mocne, wyczerpujące treningi. Chodzili nawet poskarżyć się na mnie prezesowi Cupiałowi. Mówili, że jestem katem, że tak nie powinno się trenować. Chcieli mieć trenera przyjaciela. A Cupiał popełnił poważny błąd. Uwierzył zawodnikom, że trenują za ciężko, i pozbył się mnie przy pierwszej nadarzającej się okazji. W normalnych klubach takie zachowanie jest nie do pomyślenia. Prawdziwy prezes ufa zatrudnionemu przez siebie trenerowi, a nie użalającym się nad sobą piłkarzom.
O sukcesie Unirei Petrescu mówił: - Kiedy zaczynałem trzy lata temu byliśmy kopciuszkiem, a wprowadziłem tę drużynę na salony. Trafiłem na świetnych chłopaków, którzy zrozumieli to, czego nie chcieli zrozumieć Polacy. Zasuwamy ciężko i mamy efekty. Żaden z moich zawodników nie narzeka, nie pyta, dlaczego robimy coś tak, a nie inaczej. Wiślacy pytali bardzo często, ciągle im coś nie pasowało...
SEVILLA. Jimenez: Byliśmy lepsi
Trener Sevilli, Manolo Jimenez na konferencji prasowej po wtorkowym, przegranym 0-1 przez jego drużynę meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów z Unireą Urziceni stwierdził, że jego drużyna była lepsza i nie zasłużyła na porażkę. Przyznał jednak, że tym co liczy się w futbolu jest nie ogólny obraz gry, a ostateczny wynik.
Jedyną bramką w tym meczu było samobójcze trafienie Ivicy Dragutinovicia chwilę przed końcem pierwszej połowy. Gol ten przybliżył zespół Dana Petrescu do awansu do kolejnej fazy rozgrywek, natomiast Sevilla będzie musiała jeszcze w ostatnim meczu powalczyć w spotkaniu z Glasgow Rangers o zachowanie pierwszej pozycji w grupie.
- Pomeczowe statystyki jasno pokazują, że to my dominowaliśmy w tym spotkaniu i w pełni kontrolowaliśmy grę, ale mam świadomość, że nie ma to żadnego znaczenia, bo liczy się ostateczny wynik - stwierdził Manolo Jimenez. - Należy więc pogratulować przeciwnikom zwycięstwa, ale docenić również, że jeśli chodzi o posiadanie piłki, sposób gry prezentowaliśmy się o wiele lepiej. Niestety, nie zawsze wynik jest w pełni sprawiedliwy.
Przed ostatnią serią spotkań w tabeli grupy G prowadzi Sevilla, która ma dwa punkty przewagi nad drugą Unireą i cztery nad trzecim VFB Stuttgart. Glasgow Rangers nie liczy się już w walce o awanse i nie ma także szans na zajęcie miejsca gwarantującego grę w Lidze Europejskiej.
STUTTGART. Nastoletni Sebastian Rudy uciszył Ibrox Park
W grupie G Ligi Mistrzów drużyna VFB Stuttgart przedłużyła sobie nadzieję na awans do kolejnej rundy rozgrywek pokonując na wyjeździe Glasgow Rangers 2-0. - Zasłużyliśmy na to zwycięstwo - przyznał po meczu trener niemieckiego zespołu Markus Babbel.
Nastoletni Sebastian Rudy oraz Zdravko Kuzmanović uciszyli we wtorkowy wieczór trybuny Ibrox Park, zdobywając po jednym golu. - Moja drużyna zagrała bardzo dojrzale, byliśmy stroną przeważającą i stworzyliśmy sobie dużo więcej okazji do zdobycia bramki. Poza tym naszą grę cechowała agresja, włożyliśmy w ten mecz sporo wysiłku - pochwalił po meczu swoich zawodników Babbel.
W ostatniej kolejce Ligi Mistrzów rozstrzygnie się, która z drużyn, VFB Stuttgart czy też Unirea Urziceni awansuje do następnej rundy rozgrywek. Zadecyduje o tym bezpośrednie starcie na VFB Arena w Niemczech.
RANGERS. Smith: Nie służy nam własny stadion
Zdaniem menedżera Glasgow Rangers, Waltera Smitha o odpadnięciu jego drużyny z Ligi Mistrzów zdecydowały porażki poniesione na własnym stadionie. Do problemu z wygrywaniem na Ibrox Park odniósł się na konferencji prasowej po przegranym 0-2 meczu z VFB Stuttgart.
We wtorkowym spotkaniu Walter Smith ustawił swoją drużynę bardzo ofensywnie i dał szansę Krisowi Boydowi, Kenny'emu Millerowi oraz Kyle'owi Lafferty'emu, którzy mieli dla Rangersów zdobywać gole, ale zastosowana przez niego taktyka zupełnie się nie sprawdziła.
- Trudno to wytłumaczyć, ale kiedy gramy na wyjeździe, prezentujemy się o wiele lepiej niż na własnym stadionie - powiedział Smith. - Przede wszystkim nie tracimy wtedy tak wielu przypadkowych goli. Wliczając wtorkowy mecz, w trzech spotkaniach na własnym obiekcie straciliśmy aż 10 bramek. Na poziomie Ligi Mistrzów trudno w takiej sytuacji o odnoszenie sukcesów.
Zdaniem Smitha mecze rozegrane przez jego podopiecznych w Niemczech i w Rumunii pokazały, że Rangersi mają niemałe umiejętności. - Wyniki, które tam uzyskaliśmy nie były złe - stwierdził. - Awans przegraliśmy na Ibrox.
Awans z grupy G zapewniła już sobie Sevilla, a o drugie miejsce w ostatniej serii spotkań walczyć będą VFB Stuttgart i Unirea Urziceni.
FIORENTINA. Della Valle: To dla nas niesamowite osiągnięcie
Dyrektor Fiorentiny, Andrea Della Valle po wygranym we wtorek 1-0 spotkaniu Ligi Mistrzów z Olympique Lyon, które zapewniło włoskiej drużynie awans do kolejnej fazy rozgrywek, nie krył wielkiej radości z osiągniętego sukcesu.
Dzięki wygranej z Lyonem drużyna "Violi" w walce o awans nie musiała liczyć na pomoc VSC Debreczyn w drugim spotkaniu grupy E z Liverpoolem. Zwycięstwo 1-0, mimo wygranej "The Reds", wystarczyło do zapewnienia sobie co najmniej drugiego miejsca w grupie.
- Ten wynik znaczy bardzo wiele dla naszego miasta, tego klubu, naszych fanów i dla mnie osobiście - powiedział Della Valle. - Możliwość oglądania dziś awansującej Fiorentiny sprawiła nam wszystkim wielką radość, tym bardziej, że udało się przecież wyeliminować wielki Liverpool.
- Nie boimy się przeciwników, na których może trafić w kolejnej fazie Ligi Mistrzów - dodał dyrektor Fiorentiny. - Nasi zawodnicy zasłużyli dziś na to zwycięstwo i wielki sukces, udało im się podnieść po ostatniej ligowej porażce z Parmą.
- Fiorentina z meczu z Lyonem, to właśnie ta Fiorentina, którą zawsze chcielibyśmy oglądać - zakończył Della Valle.
Już w niedzięlę "Viola" w Serie A zmierzy się z liderem tabeli, Interem Mediolan.
LYON. Claude Puel: To wstyd
- To wstyd - przyznał szkoleniowiec Olimpique Lyon, Claude Puel po przegranym 0-1 meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów z Fiorentiną.
- Gdyby nie karny, którego udało się zawodnikom Fiorentiny wykorzystać, wynik byłby inny. Nie graliśmy gorzej od nich, szczególnie ostatnie 30 minut spotkania było świetne w naszym wykonaniu. Jednak nie wykorzystaliśmy żadnej okazji - stwierdził Puel.
Mimo porażki francuski trener wierzy, że pierwsze miejsce w grupie E jest do osiągnięcia. - Musimy pokonać Debreczyn i nie oglądać się na to, czy Liverpool pokona u siebie Fiorentinę - zakończył szkoleniowiec "Les Gones".
LIVERPOOL. Benitez: Sami jesteśmy sobie winni
Menedżer Liverpoolu, Rafael Benitez, przyznał, że jego drużyna tylko do samej siebie może mieć pretensje za odpadnięcie z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej. - Gole, które traciliśmy w końcówkach meczów kosztowały nas zbyt wiele - stwierdził były trener Valencii.
Klub z Merseyside, by zachować szanse na awans do kolejnej rundy potrzebował nie tylko własnego zwycięstwa we wtorkowym meczu w Debreczynie, ale i wygranej Olympique Lyon z Fiorentiną. Zwycięstwo "Violi" sprawiło, że "The Reds" dalszą grę w europejskich pucharach kontynuować będą w Lidze Europejskiej.
Zdaniem Beniteza jego drużyna nie może nikogo obwiniać za tę klęskę. - Sami jesteśmy sobie winni. Tak kończy się przygodę w Lidze Mistrzów, jeśli w kolejnych meczach pozwala się przeciwnikom zdobywać bramki w ostatnich minutach spotkań - zauważył menadżer Liverpoolu. - W ostatnich sezonach prezentowaliśmy się w tych rozgrywkach na tyle dobrze, że może niektórzy uwierzyli, że i w tym roku awans przyjdzie nam bez żadnych problemów. Ten przykład pokazuje, że zbytna pewność siebie może być zgubna. Nie możemy jednak w nieskończoność rozpamiętywać tej wpadki - już w niedzielę czeka nas kolejny ważny mecz, tym razem z Evertonem.
- Oczywiście jesteśmy bardzo niezadowoleni, dobrze wiedzieliśmy, że musimy wygrać i to nam się udało - dodał. - Wykonaliśmy wczoraj swoje zadanie, ale nie możemy przecież zmienić wyniku, który padł we Florencji.
Benitez zauważył również, że o porażce zdecydowały dwa gole stracone w doliczonym czasie gry meczów z Olympique Lyon.
- Jeśli przyjrzelibyśmy się innym spotkaniom, to właśnie te dwa gole postawiły nas w tak fatalnej sytuacji - zauważył. - Kosztowały nas aż cztery punkty. Gdybyśmy nie stracili chociaż jednego z nich, to nadal pozostawalibyśmy w grze.
BARCELONA. Guardiola: Nie było powodu, by korzystać z "Ibry" i Messiego
Trener Barcelony, Josep Guardiola pogratulował swoim piłkarzom zwycięstwa 2-0 w meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów z Interem Mediolan, jednak stwierdził, że "Blaugrana" nie będzie długo świętowała tego sukcesu. - Czeka nas mecz z Dynamem Kijów i na nim się teraz skupiam - przyznał Guardiola.
- Jestem dumny z mojej drużyny, dzięki wygranej jesteśmy liderami tabeli grupy F, ale nie osiadam na laurach. Postawiłem zespołowi jasne cele, które będziemy realizować - dodał Hiszpan.
Guardiola pytany o to, czy nie bał się absencji Zlatana Ibrahimovica i Lionela Messiego w tym spotkaniu, stwierdził, że miał wystarczająco dobrych piłkarzy, by mogli ich zastąpić. - Oczywiście, że czuję się pewnie, kiedy "Ibra" i Messi są na boisku, ale nie było powodu, by narażać ich zdrowie, zwłaszcza, że znalazłem za nich godne zastępstwo - zakończył szkoleniowiec "Dumy Katalonii".
INTER. Mourinho: Barcelona lata świetlne przed Interem
Jose Mourinho, trener Interu Mediolan przyznał po wtorkowej porażce swego zespołu w Lidze Mistrzów z Barceloną, że hiszpańska drużyna znajduje się "sto lat świetlnych" przed zespołem "Nerazzurrich".
Inter uległ na Camp Nou Barcelonie 0-2, nie stwarzając sobie zbyt wielu klarownych sytuacji do zdobycia bramki. - W pierwszej połowie "Duma Katalonii" była zdecydowanie lepsza, ale w drugiej to my dominowaliśmy - stwierdził po spotkaniu w swoim stylu Mourinho. Portugalczyk narzekał na postawę arbitra, którym był Massimo Busacca. - Szwajcar nie podyktował ewidentnej jedenastki po faulu na jednym z moich piłkarzy. Cóż jednak mogę powiedzieć, Barcelona wyprzedza nas pod każdym względem, to lepsza drużyna - dodał Portugalczyk.
Mourinho zachwycał się jakością ławki rezerwowych Blaugrany, na której we wtorkowy wieczór zasiedli Lionel Messi oraz Zlatan Ibrahimović, oszczędzani przez Josepa Guardiolę na niedzielny mecz przeciwko Realowi Madryt. - Barca grała bez Messiego oraz Zlatana, ale ich styl na tym nie ucierpiał. Ich organizacja gry jest perfekcyjna. My nie mogliśmy skorzystać tylko ze Sneijdera, ale odczuliśmy to znacznie mocniej niż Barcelona w przypadku nieobecności dwóch swoich "cracków".
Były trener Chelsea Londyn podsumowując występ swoich podopiecznych nie ukrywał rozczarowania. - Oczekiwałem większego zaangażowania oraz gry bez odczuwania jakiegokolwiek strachu przed rywalem. Tymczasem było zupełnie odwrotnie - zakończył "The Special One".
ARSENAL. Wenger: Jak pech, to pech
Szkoleniowiec Arsenalu Londyn, Arsene Wenger przyznał, że jest zadowolony z wygranego 2-0 pojedynku ze Standard Liege w fazie grupowej Ligi Mistrzów, jednak problemem, który go martwi są kontuzje, których doznało w tym meczu dwóch piłkarzy "Kanonierów".
- Jestem niezwykle zadowolony z wyniku, ale muszę przyznać, że spodziewałem się go, bo byliśmy przecież faworytami tej grupy. Wierzę, że w Lidze Mistrzów możemy wiele osiągnąć - stwierdził Francuz.
- Jedynym problemem w składzie Arsenalu są teraz kontuzje, których nabawili się moi zawodnicy w tym spotkaniu i naprawdę martwię się tym, jaki skład wystawię na mecz Premier League z Chelsea - dodał Wenger.
Plaga urazów zaczęła się od obrońcy Kierana Gibbsa, który po kontakcie z Mangalą Eliaquim doznał złamania kości śródstopia i czeka go poważna operacja. - Jak dobrze pójdzie, wróci do gry po dwóch miesiącach - powiedział trener.
Natomiast w drugiej połowie William Gallas musiał zostać zmieniony z powodu urazu kostki i oka, którego doznał zderzając się z kolegą z drużyny, napastnikiem Andriejem Arszawinem. - Jak pech, to pech - zakończył Wenger, którego zespół miał również aspiracje sięgające wygrania ligi angielskiej.
STANDARD. Laszlo Boloni: Zirytowałem się
Trener mistrzów Belgii, Standardu Liege, Laszlo Boloni był wściekły z powodu porażki 0-2 z Arsenalem w meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów, jednak najbardziej zdenerwowała go czerwona kartka, którą został ukarany w 87. minucie Mehdi Carcela-Gonzalez za starcie z pomocnikiem "Kanonierów", Ceskiem Fabregasem.
- Być może wynik był zasłużony, bo rzeczywiście popełnialiśmy mnóstwo błędów. Ale najbardziej zirytowałem się, kiedy zobaczyłem czerwony kartonik sędziego pokazany w stronę Gonzaleza. Po prostu zaniemówiłem. Rozmawiałem z nim zaraz po meczu i w ostrych słowach mu powiedziałem, że dobro drużyny jest ważniejsze niż jego gwiazdorstwo. Nie dość, że przegrywaliśmy, to on osłabił świadomie drużynę - irytował się Boloni.
- Brakło nam pokory i koncentracji w tym spotkaniu - dorzucił szkoleniowiec belgijskiego zespołu.
RK, ASInfo