W 1967 roku Sobiesław Zasada został po raz drugi mistrzem Europy w rajdach samochodowych, wygrał Plebiscyt "Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca Polski, a szerokim echem odbił się jego triumf w Gran Premio Argentino. Po 59 latach po legendarnym zwycięstwie powrócił na trasę Gran Premio Argentino Histórico. Przejechał ponad trzy tysiące kilometrów, a na mecie powiedział: - Mam 96 lat i czuję się świetnie!
Fundacja Ewy i Sobiesława Zasady Szerokiej Drogi
facebook.com/fundacja.szerokiej.drogi (27 września 2026):
96 lat. 3351 kilometrów. 6 etapów. I znowu… PIERWSZY NA MECIE!
Nasz Mistrz – Sobiesław Zasada – po raz kolejny udowodnił, że dla prawdziwej pasji nie istnieją stereotypy, metryka ani granice.
59 lat po legendarnym zwycięstwie w Argentynie wrócił na trasę Gran Premio Argentino Histórico. Za kierownicą Porsche 911 Dakar, z historycznym numerem 405, ponownie przejechał ponad 3300 kilometrów z Buenos Aires do Córdoby.
I choć tym razem nie walczył o klasyfikację sportową, na każdym z sześciu etapów jako pierwszy przekraczał linię mety.
W 1967 roku pokonał ponad 300 rywali i zapisał się w historii argentyńskiego motorsportu jako „El Polaco Volador” – Latający Polak.
Dziś, po 59 latach, wrócił na tę samą ziemię i znów zachwycił Argentynę. Kibice, media, przedstawiciele władz i argentyńska Polonia powitali Go jak legendę, którą przecież jest.
A my możemy tylko powiedzieć:
Mistrzu – chapeau bas!
Pokazał Pan po raz kolejny, że wiek może być tylko liczbą, a prawdziwa pasja nie zna ograniczeń.
96 lat i nadal łamie Pan stereotypy. Nadal przesuwa granice. Nadal inspiruje.
I chyba właśnie dlatego historia Sobiesława Zasady wciąż się pisze.
El Polaco Volador powrócił. I po raz kolejny zostawił za sobą ślad, którego nie da się zapomnieć.

Sobiesław Zasada (z prawej) i Jerzy Dobrzański - zwycięzcy Gran Premio Argentino 1967
Zdjęcie z książki: Sobiesław Zasada. Szybkość bezpieczna. Rajdy świata.
Instagram Sobiesława Zasady
Oficjalny profil #sobieslawzasada:
* 96 lat
* Trzykrotny rajdowy Mistrz Europy (1966, 1967, 1971)
* Zwycięzca 151 rajdów
* Sportowiec
* Biznesmen
18 września
59 lat później historia zatacza koło!
Już jutro wystartuję w Gran Premio Historico Argentino jako gość specjalny rajdu.
To dla mnie wyjątkowy powrót. W 1967 roku wygrałem ten rajd za kierownicą Porsche 911 T. Było to wtedy prawdziwą sensacją! Rajd o długości 3300 km nazywano "piekłem na ziemi"! Niewielu wierzyło, że nam się uda. Sam Ferry Porsche był przeciwny temu startowi, a jednak... Polak zwyciężył, pokonując ponad 300 rywali.
Z okazji mojego powrotu Porsche Argentina przygotowało piękną replikę Porsche z 1967 roku. My wciąż czekamy na odprawę Porsche 911 Dakar, którym mam pojechać w tegorocznym rajdzie. Mam nadzieję, że już za chwilę wszystko będzie gotowe.
Te ostatnie dni w Buenos Aires były dla mnie czasem wyjątkowych spotkań. Miałem okazję porozmawiać z Ambasadorem i Konsul RP, niebywałą radość sprawiło mi spotkanie z argentyńską Polonią.
59 lat temu, po moim zwycięstwie, mieszkający tutaj Polacy dosłownie nosili mnie na rękach. Dziś znów poczułem tę samą niezwykłą serdeczność.
Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz Ambasada RP w Buenos Aires objęły mój udział w rajdzie patronatami honorowymi.
Partnerem technicznym wyprawy jest 4F, a za serwis odpowiada Porsche Argentina.
19 września
Ruszyliśmy!
Za nami przepiękny start honorowy sprzed siedziby Automovil Club Argentino w Buenos Aires. Niesamowita atmosfera i mnóstwo wzruszeń.
Jutro zaczyna się prawdziwa jazda: 695 kilometrów z Lujan do Alta Gracia.
Przed nami w sumie 3351 kilometrów podzielonych na sześć etapów.
23 września
Już mamy za sobą 1487 km, czyli blisko połowę liczącej 3351 km trasy. Jedziemy po asfaltowych drogach, zupełnie inaczej niż w 1967, kiedy w 80% to były szutry.
Wczoraj była przerwa między etapami i postanowiłem pojechać poza trasę na okoliczne górskie serpentyny. To jest w końcu prawdziwa jazda! Tu naprawdę mogłem poczuć emocje, które towarzyszyły mi blisko sześć dekad temu. Warunki podobne, choć nie minąłem po drodze żadnego samochodu, a przecież w 1967 roku w podobnych warunkach wyprzedzałem ich dziesiątki! Do mety w Cordobie mamy dojechać w piątek.
25 września
640 kilometrów z Catamarci do San Juan - to przedostatni etap rajdu. Niektóre dzisiejsze drogi pokrywają się z trasami, którymi jechaliśmy w 1967 roku. Tyle że wtedy był tu szuter, kurz i kamienie, a dziś jedziemy po asfalcie.
Krajobraz jednak niewiele się zmienił. Góry, długie serpentyny i ostre zakręty - za kierownicą znów mogę poczuć się jak przed laty.
26 września
Właśnie przejechałem przez Argentynę, mam 96 lat i czuję się świetnie! 3351 kilometrów, sześć etapów i sześć dni za kierownicą. Dziś w Cordobie zakończyliśmy Gran Premio Argentino Historico.
Kiedy jechałem ten rajd 59 lat temu, około 80 procent trasy stanowiły szutry. Dzisiaj niemal wszędzie jest asfalt. Tamten rajd był nieporównywalnie trudniejszy, ale przez te kilka dni wiele razy wracałem myślami do 1967 roku.
Największe wrażenie zrobiło na mnie jednak to, jak byliśmy przyjmowani. Ludzie czekający przy trasie, rozmowy z tymi, którzy pamiętają mój poprzedni start, spotkania z Polonią, z mediami. Nadal nazywają mnie "Latającym Polakiem". Nie spodziewałem się aż tylu emocji.
Gratulacje dla mojego pilota Krzysztofa Bąka.
Dziękuję wszystkim, którzy byli z nami.