Po dwóch nieudanych meczach ze Startem Lublin i Siarką Tarnobrzeg, krośnianie wreszcie zaprezentowali lepszą grę. Z wyżej notowanym Big Starem wygrać się co prawda nie udało, ale po wizycie w Tychach trener Mariusz Zamirski może nieco bardziej optymistycznie spoglądać w przyszłość.
Big Star Tychy - MOSiR Krosno 72-59 (17-13, 11-12, 24-19, 20-15)
Sędziowali Jacek Litawa, Damian Kuziora oraz Filip Wódecki.
BIG STAR: Salamonik 19, Nowak 10, Bzdyra 2, Pustelnik 6, Hałas 5, Deja 0, Olczak 6, Pacocha 14, Malcherczyk 10.
MOSIR: Mroczek 16, Musijowski 5, Michalski 3, Bal 0, Pluta 10, Hajnsz 8, Ożóg 6, Puścizna 3, Piątek 0, Bochenkiewicz 0, Przewrocki 8.
Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy w końcówce pierwszej kwarty prowadzili już 17-11. Chwilę później było już jednak 23-22 dla przyjezdnych. Gra się wyrównała i do 29. minuty utrzymywał się remis po 44. Wtedy tyszanie zaczęli grać jak z nut (mimo absencji podstawego gracza Michała Sarana) i w ciągu niespełna dwóch minut zdobyli osiem punktów, nie tracąc przy tym żadnego.
Ostatnia kwarta z początku również wyrównana, utrzymywała się różnica sześciu, siedmiu punktów. W końcówce krośnianie, nie mając już nic do stracenia, zaczęli grać bardziej ofensywnie, ale odwrócić losów spotkania już się nie udało.
- Próbowaliśmy coś zmienić, ale przy tak wyrównanej grze trudno było odrobić osiem punktów - mówił po meczu trener Zamirski. - Zagraliśmy jednak dobry mecz, zwłaszcza trzecia kwarta była niezła w naszym wykonaniu. Nie ma co ukrywać - Big Star to drużyna z dużo większym potencjałem, a jednak przez większość spotkania rywalizowaliśmy z nimi jak równi z równym. Zadecydowały końcówki trzeciej i czwartej kwarty.
Tomasz Pasternak