Facebook
kontakt
logo
Tempo logo
„Tempo” wraca! Kultowa gazeta sportowa – przez dekady obowiązkowa lektura kibiców w całej Polsce – już wkrótce w wyjątkowej książce. Ponad 50 lat historii tytułu opowiedzą jego najbardziej znani dziennikarze. Odsłonią kulisy fenomenu „Tempa”, które wychowało tysiące oddanych Czytelników. Pierwsze materiały i archiwalia – najpierw u nas w Internecie! Dlaczego „Tempo” rozpalało emocje? Co kochali w nim kibice, czego nie mieli nigdzie indziej? Skąd wziął się kult, który trwa do dziś? Odpowiedzi w kolejnych rozdziałach książki:
Strona główna > Futbol
Z kroniki żałobnej. Henryk Stroniarz nie żyje2026-03-14 11:08:00

W Krakowie w środę 11 marca 2026 zmarł HENRYK STRONIARZ. Do ukończenia 90 lat zabrakło mu ledwie dziewięciu dni…


Heniu był w starym Krakowie bardzo popularnym bramkarzem. Garbarni, Cracovii oraz Wisły. W barwach Białej Gwiazdy, w meczu z Górnikiem Zabrze w 1966 roku, obronił karnego wykonywanego przez Włodzimierza Lubańskiego. Bez wątpienia należał do ścisłej czołówki polskich golkiperów, choć przebić do drużyny narodowej było bardzo ciężko. Bardzo mocna konkurencja… Tylko raz dostąpił takiego zaszczytu. Nie dysponował nadzwyczajnymi warunkami fizycznymi, za to imponował sprawnością między słupkami, refleksem, grą na przedpolu. To były Jego walory nie do przecenienia.


Później, jako absolwent krakowskiej AWF, pracował w Wiśle, dwukrotnie Cracovii i Stali Mielec. Mając u boku Stanisława Zapalskiego (też zmarł niedawno…) odniósł najbardziej spektakularny sukces, gdy w 1982 wprowadzał „Pasy” po dwunastoletniej przerwie w szeregi ekstraklasy.


Później pojechał za Wielką Wodę, nadal związany z futbolem w roli trenera i czynnego zawodnika już po „70-ce” (sic!). W Chicago spędził kilka dekad. Wreszcie wrócił do Krakowa, mieszkał w Mydlnikach. I na tamtejszym cmentarzu zostanie pochowany w czwartek 19 marca o godz. 13:00.


Cześć Jego Pamięci!


Żegnając Henryka Stroniarza przypominamy dwa archiwalne teksty, z Nim w roli głównej:


Sweter od Negriego

Niemal na samym styku z Rynkiem Podgórskim wciąż stoi przy ulicy Limanowskiego kamienica pod numerem „4”. Tu Henryk Stroniarz (ur. 20.03.1936) spędził dzieciństwo, stąd wybrał się z pierwszą wizytą na stadion pobliskiej Korony. Miał zaledwie 13 lat, wkrótce doszło do fuzji Korony z Garbarnią, w której nie brakowało wówczas znaczących postaci między słupkami. Bronisław Jakóbik, Tomasz Stefaniszyn, Henryk Rybicki...


Gdy jednak Jakóbik i Rybicki zbliżali się do zakończenia pięknych karier, zaś ratujący wolność dla szwagra „Stówku” Stefaniszyn został brutalnie przymuszony do zasilenia szeregów stołecznej Gwardii - przed Stroniarzem otworzyła się szansa. W roku 1954 Garbarnia wywalczyła powrotny bilet do ekstraklasy, 18-letni Heniu wydatnie partycypował w tym awansie. Te dwa sezony w I lidze przebiegały wedle kompletnie różnych scenariuszy. W 1955 „brązowi” plasowali się w ścisłej czołówce, ale rok później zostali zdegradowani.


Jako bramkarski filar Garbarni Heniu i tak jednak znalazł się pod lupą obserwatorów, a także komisji poborowej. Wcielony do stołecznej Legii, znalazł się w szkoleniu centralnym. Po doskonałym występie w młodzieżowej reprezentacji Polski na moskiewskich Łużnikach wydawało się nawet, że szybko dostąpi zaszczytu zostania „biało-czerwonym”. Ale były to pozory, ówczesny selekcjoner Ryszard „Faja” Koncewicz powiedział mu wprost i w ramach akcji pod tytułem „pozbycie złudzeń”, że preferować będzie Edwarda Szymkowiaka oraz Stefaniszyna.


Heniu podjął decyzję o powrocie na Ludwinów. Garbarnia grała wtedy w III lidze, ale tylko przez jeden sezon. Wprawdzie Stroniarz (jako bramkarz...) nie wykorzystał rzutu karnego w pamiętnym meczu ze Skrą Częstochowa (1-1), ale w tym pięknym sezonie spisał się dokładnie tak, jak koledzy z drużyny. Czyli fantastycznie, bowiem w 1959 odnotowali „garbarze” kapitalną serię 46 meczów bez porażki (przy zdecydowanej przewadze zwycięstw).


Z Garbarni, gdzie występował jego młodszy brat, Zbigniew, przeszedł Heniu do Cracovii, która balansowała między ekstraklasą i II ligą. Stamtąd trafił do Wisły, w barwach której wywalczył wicemistrzostwo kraju i Puchar Polski. Właśnie jako wiślak zaliczył ponadto jeden jedyny występ w drużynie narodowej, ale wspomnienia z Rzymu były bardzo nieprzyjemne. Poza tym, że w formie pamiątki otrzymał od włoskiego vis-a-vis, Williama Negriego, bramkarski sweter, który mu później służył przez wiele lat.


Po zaoceanicznych występach w White Eagles i Wawelu Chicago oraz pojawieniu się w Tarnovii, jesienią 1974 wrócił do Wisły, lecz już w roli trenera. Osiem lat później, jako absolwent AWF, wprowadził Cracovię do ekstraklasy. Szkolił też inne kluby, m.in. mielecką Stal. Wreszcie zapadła decyzja o wyjeździe do USA, gdzie przebywa od wielu lat. Ale marzy o powrocie do Krakowa i pewnie zrealizuje ten pomysł.


„W marcu roku jubileuszu 90-lecia Wisły Henryk Stroniarz ukończył 60. rok życia i wciąż gra” - pisało Wydawnictwo „GiA”. To było w 1996 roku. Dziewięć lat później tamte słowa nic nie straciły na aktualności! Heniu wciąż grał, ponieważ - jak mawia - bramkarzem jest się zawsze! I równocześnie ciężko pracował, skoro za Oceanem nic nie ma za darmo.


Ostatnio niestety podupadł na zdrowiu, więc zakończenie kariery stało się nieuchronne. Uświadommy sobie jednak, że jej początki miały miejsce jeszcze w połowie ubiegłego stulecia. Świadczy to znakomicie o witalności Henia Stroniarza. Bez wątpienia jednego z najlepszych bramkarzy, którzy potrafili zadbać, aby pod ludwinowską bramką panował spokój.


stroniarz

1955, Garbarnia walczy o wicemistrzostwo Polski

stroniarz

1959, „Brązowi” wracają do II ligi

stroniarz

stroniarz

Namacalne dowody kunsztu Henryka Stroniarza (fot. z prywatnego archiwum Mariana Basty)

Prezentacja w najlepszym stylu


Henryk Stroniarz, później uznany trener obu największych klubów w Krakowie, należał przez wiele sezonów do krajowej czołówki bramkarzy, odnotowując niemal 200 występów w ekstraklasie. Kolejno w Legii Warszawa (służba wojskowa), Cracovii i Wiśle. Temat derbów zna więc od podszewki.


- Byłem zawodnikiem trzech czołowych klubów krakowskich, Garbarni, Cracovii i Wisły. Zatem z mej perspektywy pojęcie „derby” można rozszerzyć o mecze, również w ekstraklasie, pomiędzy tymi drużynami. Jeżeli jednak mówimy o „świętej wojnie”, to z pewnością odnosi się to tylko do Wisły i Cracovii jako współuczestników tej klasycznej rywalizacji.


- Z Cracovii odszedłem w 1964 roku, bo jakoś nie udało się znaleźć wspólnego języka z jej ówczesnym trenerem, Adamem Niemcem. Natomiast zdecydowanie chcieli mnie w Wiśle, więc do niej poszedłem Stało się zatem tak, że moje miejsce między słupkami zajął w Cracovii mój konkurent Poldek Michno, ja z kolei wszedłem w Wiśle w lukę po Bronku Leśniaku.


- Doskonale broniło mi się dwa lata później, kiedy Wisła wygrała 2-1 z Cracovią na jej boisku. Ale ciekawostką jest, to że nieco wcześniej doszło w tym samym miejscu przy dzisiejszej ulicy Kałuży do towarzyskiego spotkania z okazji otwarcia zmodernizowanego stadionu Cracovii, po spaleniu się drewnianej trybuny. Z tego co pamiętam, naocznym świadkiem meczu był ówczesny premier, Józef Cyrankiewicz. Telewizji też nie zabrakło.


- Ale jeszcze wcześniej trafiłem z Garbarni do Cracovii i w jej barwach występowałem przeciwko Wiśle. „Pasy” przegrały na Reymonta 0-1- a najbardziej dał się się wtedy we znaki ruchliwy napastnik Wisły, Władziu Kmiecik.


Warto w tym miejscu rozwinąć temat o fragment sprawozdania zamieszczonego na łamach „Tempa”:


„Wielkie derby Krakowa mamy już za sobą. 35 tysięcy widzów było wczoraj świadkami pięknej gry Wisły i jej zasłużonego zwycięstwa, które z przebiegu meczu powinno wypaść znacznie wyżej cyfrowo. Że biało-czerwoni przegrali tylko 0-1 jest przede wszystkim zasługą doskonale broniącego Stroniarza, który mimo kilkumiesięcznej przerwy (po odejściu z Garbarni) zaprezentował się w jak najlepszym stylu krakowskiej publiczności. Właściwie to tylko ten jedyny zawodnik w Cracovii spełnił w stu procentach swe zadanie”.


„Dziennik Polski” podobnie skomentował występ najlepszego zawodnika Cracovii: „W zespole biało-czerwonych zawiodły wszystkie linie. Z wyjątkiem Stroniarza, którego bramkarski debiut w tej drużynie wypadł pod każdym względem znakomicie. Jedynie jemu zawdzięczać mogą biało-czerwoni, że stracili tylko jedną bramkę. Bronił z dużym wyczuciem, wyłapywał wszystkie groźniejsze strzały, skapitulował tylko raz przed zaskakującym strzałem Sykty. Stroniarz w wybitny sposób podreperował nienadzwyczajną ostatnio obronę Cracovii, w której i w niedzielę wiele było luk”.


Henryk Stroniarz: - Wtedy nie widziało się, że piłkarz ma do drugiego jakąś ansę, że jest do niego wrogo nastawiony. Na boisku podczas derbów nie było żadnego zmiłuj się, to wykluczone. Po końcowym gwizdku jednak emocje opadały, a wracało zwykłe koleżeństwo. Tamtej normalności bardzo mi brakuje…


JERZY CIERPIATKA


stron1.jpg
stron2.jpg



więcej wiadomości >>>
2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone
Web design by Raszty