Facebook
kontakt
logo
Strona główna > STREFA BLOGU
RYSZARD NIEMIEC wspomina wielkiego koszykarza, legendę Resovii
autor
Ryszard Niemiec (ur. 1939), dziennikarz, reporter, felietonista, działacz sportowy. Koszykarz m. in. Cracovii, Sparty Nowa Huta, Resovii. Były redaktor naczelny "Dziennika Polskiego", "Tempa", "Gazety Krakowskiej". Laureat Złotego Pióra (1979, 1985). Członek Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Od 1993 prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.
Wcześniejsze wpisy:

LEKCJA GIMNASTYKI (559)

Żegnając Zdziśka Myrdę

Na cmentarzu w podrzeszowskich Siedliskach pochowano Zdzisława Myrdę - olimpijczyka z Moskwy 1980, koszykarza Resovii od 1966 roku. Był podporą drużyny, która awansując do ekstraklasy w 1971 roku, przez dekadę utrzymywała się w krajowej elicie, zdobywając złoty medal mistrza Polski (1975), dwukrotnie medal srebrny i trzykrotnie brązowy. Była kilkakrotnym uczestnikiem europejskich pucharów, tocząc wyrównane boje ze sławnymi zespołami Mediolanu, Zagrzebia, Wiednia, Le Mans.


Już w wieku juniorskim zwrócił uwagę fachowców znakomitymi warunkami fizycznymi. Obok atutu wzrostowego (203 cm) natura obdarzyła go niebotycznym zasięgiem rąk, które w walce podkoszowej pełniły dla przeciwnika rolę zapory nie do przebicia… Atletyczna budowa dopełniała atuty fizyczne, czyniące zeń suwerena boiskowego korytarza. Niestety, ucząc się w wiejskiej podstawówce z prowizorycznymi zajęciami wychowania fizycznego, traktowany był jako dziwoląg, nie pasujący do reszty furt grających w „dwa ognie”, a przez to wysiadujący na ławeczce gimnastycznej w oczekiwaniu na końcowy dzwonek. Dzielił uczniowski los nietypowości z nieco młodszym olbrzymem (214 cm) - Adamem Sandurskim, pozyskanym przez sekcję zapaśniczą rzeszowskiej Stali, przyszłym medalistą z moskiewskich igrzysk.


Dosyć późno odkryty przez trenera Mieczysława Rabę, dzięki niezwykłej, chłopskiej zawziętości, szybko odrobił stracony czas. Już na finałach Ogólnopolskiej Spartakiady 1969 walnie przyczynił się do bezprzykładnego triumfu reprezentacji Rzeszowszczyzny nad rywalami z tradycyjnie mocnych koszykarsko regionów (Gdańsk, Poznań, Wrocław, Warszawa, Kraków). Przez cały jego wiek juniorski trwało wielkie, ogólnopolskie polowanie na Myrdę, a najbardziej zdesperowani łowcy talentu wywiedli się z warszawskiej Polonii, Lecha Poznań, Śląska Wrocław… Najbliżej celu była w pewnym momencie Wisła, aliści kontrakcja rzeszowskiego, wojewódzkiego establishmentu, okazała się skuteczna i Myrda, stojący jedną nogą na Reymonta, wrócił do macierzystego klubu.


Resoviacy wiedzieli o kogo walczą, Zdzisław stał się wkrótce osią i fundamentem zespołu „Bieszczadzkich Wilków”, które już w debiutanckim sezonie ligowym sensacyjnie pozbawiły „Wawelskie Smoki” mistrzostwa. Na przeszkodzie w zrobieniu międzynarodowej kariery stanęły kontuzje, zakłócające systematyczność treningów. Wrodzony optymizm pomagał Mu w bataliach na parkiecie, dodawał sił w przykrych, życiowych kaprysach losu. Skromny do przesady, koleżeński i przyjazny ludziom, w zespole Resovii był nie tylko centrem, stał się centralną postacią poza boiskiem, dobrym duchem szatni, patronem młodych, partnerem dla trenerów.


To, co nie było Mu dane od losu, chciał koniecznie odzyskać podwójnie w synowskich sukcesach na parkiecie. Za ojcowską inspiracją i nadzorem Wojtek wzorowo prowadzony od wieku kadeta, uczący się w amerykańskim college’u, zmierzał ku przewyższeniu ojcowskich sukcesów. Sięgając po doroczne wyróżnienia NCAA jawił się jako przyszły gwiazdor NBA. Co sezon bił rekordy w ilości zaliczonych bloków. W tej specjalności ustępowali mu nawet sławni dziś koszykarze O'Neal i Duncan! W tym przypadku wszakże, drogę ku sławie, zastopowało szwankujące zdrowie. Po powrocie z USA nie zdołał wrócić na reprezentacyjną ścieżkę. Zmarł przedwcześnie dwa lata temu, w wieku 39 lat. Śmierć syna uczyniła dalsze utrapienia zdrowotne Zdziśka, sprowadzając Go ku załamaniu psychicznemu. Jak zawsze, wrodzona dzielność wzięła górę, zaczynał się otrząsać z przygnębienia.


Jakiś czas temu zatelefonował, konsultując projekt klubowych obchodów 45-lecia zdobycia tytułu mistrzowskiego 1975… Wiele razy objawiał rozczarowanie z powodu zaniku koszykówki w mieście nad Wisłokiem. W swoich rozlicznych inicjatywach jako działacz i szef basketu na Podkarpaciu, w swojej pedagogicznej pasji (absolwent AWF) priorytetem uczynił odrodzenie dyscypliny w mieście, które tyle Mu zawdzięcza. Nie doczekał… RIP!

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty