Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Sportowa Małopolska
RYSZARD NIEMIEC: Ciężko mnie wziąć na tę eksplozję wazeliny, pokrywającą nieskończoną wdzięczność króla strzelców polskiej ekstraklasy wobec Legii...2018-07-20 08:54:00 Ryszard Niemiec

LEKCJA GIMNASTYKI (457)

Utwór z iberyjskiej nowelistyki


Wybrałem Legię, bo jestem inny - wyznał na łamach Przeglądu Sportowego piłkarz Carlos Lopez, zwany Carlitosem.  Wyznanie uczyniono tytułem wywiadu, więc z kopa rzuciłem się na tekst, z nadzieją rozszyfrowania rodzaju inności. Ponieważ równocześnie doślepiłem już w pierwszej szpalcie passus o miłości, jaką gracza obdarzono w Warszawie, kiedy jeszcze był graczem Wisły, wyobraźnia poszybowała w obyczajowym kierunku. Aliści po metodycznej lekturze utworu natychmiast zgasła.


Strumień świadomości Carlitosa zasługuje jednak na szczególną uwagę już od pierwszych wypowiedzianych zdań, w których oświadcza, że "jeszcze przed transferem darzył Legię sporymi uczuciami”! Znając realia polskiego sportu wyczynowego w ogóle, a piłkarskiego w szczególności, nie spotkałem zawodnika, który w trakcie bronienia barw jednej drużyny, serce deklaruje innej, darząc sporymi uczuciami (uwaga: liczba mnoga!) klub tradycyjnie uznawany za największego rywala. Zdziwienie staje się gigantyczne, jeśli się pamięta świeżutkie obrazki ze stadionu Wisły, na którym hiszpański napastnik zdobywał gole, a po ich strzeleniu całował białą gwiazdę, przytroczoną do klubowej koszulki.


Aby oddać skalę użytkowego liryzmu, bijącego ze słów piłkarza, warto sięgnąć po obszerny cytat tego rozczulającego interview. Czytając tekst człowiek czuje się w kompletnie innym wymiarze psychicznym i moralnym, rzec można - zaczyna lewitować. Oto cytat: Kiedy jeszcze w barwach Wisły Kraków przyjechałem na mecz z Legią, poczułem coś szczególnego. Coś, czego nie czułem nigdy wcześniej. Jakiś czas temu wybrałem się na jedno z domowych spotkań Legii. Po jego zakończeniu podchodzili do mnie kibice. Prosili o zdjęcia, o chwile rozmowy, o podpisanie koszulki (Legii, czy Wisły? - przyp. RN), chociaż grałem w barwach ich rywala! To miało dla mnie ogromne znaczenie. Takie rzeczy nie zdarzają się na co dzień. Już wtedy traktowano mnie z ogromnym szacunkiem, troską i miłością. Kibice swoim zachowaniem czy zaangażowaniem w działania klubu pokazują do jak wielkiej drużyny dołączyłem (koniec cytatu).


Z tym gwałtownym olśnieniem Legią, które spadło na zawodnika jak grom z jasnego nieba, albo jak pierwsza miłość dopadająca prawiczka, musi być coś nie tak. Dla Carlitosa warszawski klub jest - chwalić Boga - dziesiątym pracodawcą, więc nie powinien działać na niego jak obezwładniająca magia. Było, nie było, chłopisko zbliża się do trzydziestki. Jadał chleb z pieca hiszpańskiego, rosyjskiego i cypryjskiego, co więcej, nie rozkleił się aż tak dojmująco, kiedy w Sankt Petersburgu podpisywał deklarację tamtejszego Petronieftu. Jeśli nie rozczuliła go architektura miasta nad Newą, to chociaż białe noce powinny wzruszyć i poruszyć, albo i sziroka, jak tamtejsza - strana radnaja - dusza rosyjskiego kibica. Ale nie, dopiero na Łazienkowskiej 3 rozbiła się bania uczuć najwyższych, o wiele większych niż strzeliste akty oddania Sancho Pansy błędnemu rycerzowi Don Kichotowi z La Manchy!


Deklarowane uwielbienie dla Legii i jej kibiców jest zharmonizowane z głęboką - jak czytam - wzajemnością. To niespodziewany motyw ocieplający wizerunek kibiców stołecznego klubu, znanych dotąd jako postrach europejskich widowni i pogromców krajowej konkurencji. Jak dotąd, nie wykazywali się specjalnie przejawami miłości do drugiego człowieka, nawet jeśli to był piłkarz i kapitan  własnej drużyny - w tym przypadku - Rzeźniczak. Podpadł, to dostawał strzał z liścia, jeśli podpadał zaś cały zespół, bywał czołgany fizycznie nawet nocną porą, jeszcze przed rozprostowaniem nóg po powrocie z wyjazdu, bodaj do Poznania. Coś się musiało zatem zmienić, jeśli teraz nosi się na rękach gracza Wisły i to zaraz potem, jak walnął Malarzowi bramkę w mistrzowskim meczu i to na mokotowskiej arenie…


Niestety, takiego starego wróbla, jak niżej podpisany, ciężko wziąć na tę eksplozję wazeliny, pokrywającą nieskończoną wdzięczność króla strzelców polskiej ekstraklasy, który - o zgrozo - nie miał brania u europejskich kupców! Zlitowała się nad nim Legia, której rozum odebrały owe trzy gole z wiosny, stracone za sprawą Hiszpana z Krakowa. Nie mówię, że Mioduski zrobił zły interes kupując za drobne Carlitosa… Mówię natomiast, że postawiona pod ścianą ostateczności finansowej Biała Gwiazda, zbyła najlepszego snajpera, inkasując mniej kasy, aniżeli 30 lat temu (od Belgów) za Tomka Dziubińskiego, który też zdobył koronę, egzekwując ligowe karne przyznawane Wiśle. Jakkolwiek by nie żonglować walutowymi  przelicznikami, ówczesny milion dolarów waży na szali mocniej niż dzisiejsze pół miliona euro! Co było do okazania…


Ryszard Niemiec


REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty