Facebook
kontakt
logo
Strona główna > Piłka nożna > Archiwum > 2009/2010 > Podkarpacie > Seniorzy > I liga

Górnik Łęczna - Sandecja Nowy Sącz 0-1 (0-0)

0-1 Aleksander 68

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Żółta kartka - Jędrszczyk. Widzów 1000.

GÓRNIK: Prusak - Tomczyk, Bartkowiak, Karwan, Radwański - Nakoulma, Stefaniuk, Bartoszewicz (72 Nazaruk), Nikitović, Kazimierczak (59 Niedziela) - Surdykowski (58 Nildo).

SANDECJA: Różalski - Makuch, Froehlich, Jędrszczyk, Borovićanin - Bębenek, Berliński, Gawęcki, Urban, Hlousek (60 Jonczyk, 88 Niane) - Bania (59 Aleksander).

 

Po dotkliwej porażce z Pogonią Szczecin zarząd Górnika postawił zespołowi ultimatum - w dwóch następnych meczach miał zdobyć 4 punkty. Stawianie takiego zadania przed meczem z rozpędzoną Sandecją było aktem dużej odwagi. Teraz wiadomo, że cel nie zostanie osiągnięty, chociaż Sandecja nie grała aż tak znakomicie jak w Łodzi z ŁKS-em. Górnik w przemeblowanym składzie zwłaszcza do przerwy był agresywnym i wymagającym przwciwnikiem, mocno zagęścił środek pola, podbramkowych sytuacji niemal nie było. Próbował przebić się przez szyki Sandecji Nakoulma, ale bez efektu. W bramce Sandecji pewnie poczynał sobie Różalski.

W drugiej połowie emocji było więcej, ale gol padł tylko jeden. W 68 minpo rzucie wolnym egzekowanym przez Macieja Bębenka, formalności   dopełnił Arkadiusz Aleksander, głową posyłając piłkę do siatki. Najlepszą szansę na wyrównanie miał w 75 min Sławomir Nazaruk, ale przegrał pojedynek z bramkarzem Sandecji.

- Z tych dwóch meczów wyjazdowych, które mieliśmy grać po długiej przerwie, bardziej obawiałem się spotkania w Łęcznej i się nie myliłem - przyznawał po meczu trener Sandecji Dariusz Wójtowicz.  - Jestem szczęśliwy, że udało nam się zdobyć w nich sześć punktów. Górnik zagrał naprawdę dobre spotkanie, przeciwstawił się dobrą organizacją gry, agresywnością. Mecz był bardzo wyrównany. Pierwsza połowa bez stuprocentowych sytuacji, ale w dobrym tempie. Natomiast w drugiej przyszedł moment, w którym złapaliśmy odpowiedni rytm, stąd sytuacja po świetnie wykonanym rzucie rożnym, kiedy padła bramka.


- Co z tego, że drużyna zagrała z ambicją, że mieliśmy sytuacje - żałował trener Górnika Tadeusz Łapa. - Mieliśmy spokojnie przetrzymać początek meczu, z Pogonią położyło nas już osiem pierwszych minut. Dzisiaj część zawodników miała zadania indywidualne, chodziło o to, że pozbawić Sandecję możliwości organizacji akcji przez linię środkową. To spełniło swoje zadania w pierwszej połowie. Sandecja nie stworzyła żadnych okazji poza stałymi fragmentami gry, a my mieliśmy sytuację  Nakoulmy  i rzut wolny Kazimierczaka. W drugiej połowie czekałem na chwilę, kiedy zrobię zmiany. Przy linii był już Sławek Nazaruk, Nakoulma miał być przesunięty na drugiego napastnika i w tym momencie padła bramka. I to ze stałego fragmentu gry, kiedy zawodnicy wiedzieli kto kogo kryje...  Osłabienia personalne w składzie wypadły w momencie, kiedy graliśmy z dwoma chyba najsilniejszymi zespołami w tej lidze.

ST

WIADOMOŚCI

REKLAMA

REKLAMA

2009 Sportowetempo.pl © Wszelkie prawa zastrzeżone ^
Web design by Raszty